Zabawy z fallusem

🔞 KLIKNIJ TUTAJ, ABY UZYSKAĆ WIĘCEJ INFORMACJI 👈🏻👈🏻👈🏻
Zabawy z fallusem
Jestem chorym
człowiekiem. Chorym. Chorym. Ja i moi przyjaciele jesteśmy chorzy. Spośród
wszystkich chorych ludzi na tym świecie my znajdujemy się na podium. Najgorsi z
najgorszych. Powinni nas zamknąć. Gdzieś w odosobnieniu. Gdzieś, gdzie będą nas
karmić przez wąską szparę w drzwiach. Boże, miej nas w opiece. Boże, wybacz
nam.
Zacznę od
początku. Ja, Kamil, Darek i Karolina
postanowiliśmy spędzić Sylwestra we własnym gronie, jak paczka dobrych
znajomych razem z swoimi partnerami. Łącznie miało nas być ośmioro. No ale moja
dziewczyna się rozchorowała, dziewczyna
Kamila miała szlaban na wychodzenie z domu, a chłopak Darka przespał się
z chłopakiem Karoliny, więc została nasza czwórka na tzw. polu bitwy.
Impreza miała
być zorganizowana u mnie w domu.
Chatę miałem
wolną. Rodzice z moim rodzeństwem wyjechali w góry powierzając mi,
odpowiedzialnemu szesnastolatkowi, dom.
Boże. Jacy oni
byli głupi. Jezu. Co ja narobiłem...
Wracając do
historii... Podczas tej imprezy postanowiliśmy spróbować narkotyków. Kamil,
który zawsze miał dojścia, przyniósł po działce LSD. Alkohol oraz fakt, że za
dużo wzięliśmy tego gówna może nas usprawiedliwić. Ale to nie jest
wytłumaczenie. Jesteśmy ludźmi, a nie małpami. Powinnyśmy umieć się zachować.
Powinniśmy.
Mieszkam na
farmie. Na farmie, na której hoduje się cielaki, wydobywa mleko od krów oraz
uczy uczniów okolicznego technikum agrobiznesu oraz weterynarii. U mnie na
farmie znajduje się obora.
Dlaczego ten
budynek powstał? Dlaczego? Czemu musiał on zostać tak zbudowany? Co nas
podkusiło? Czemu?
Wracając do
tematu. W oborze są dwa pomieszczenia. Dla krów i dla byka rozpłodowego. W
pomieszczeniu dla byków znajduje się podium. Na to podium wprowadza się krowę,
a następnie przywiązuje do barierek, które są z trzech stron, dzięki czemu
krowa może iść tylko do tyłu. Wiecie o co mi chodzi. Takie podium jest dla tych
krówek, które nie chcą, by pokrył je byk rozpłodowy oraz dla takich, na których
studenci uczą się np. doić mleko, albo wsadzać rękę aż po łokieć do tyłka. Nikt
nie wie po co, ale cóż. Czasami trzeba coś takiego zrobić. I to właśnie robiono
na farmie, pod czujnym okiem mojego ojca.
Wpadliśmy tam.
Napojeni alkoholem i pod wpływem narkotyków. Wpadliśmy do obory pełnej krów i
byka. Zacząłem oprowadzać znajomych. Boże… Dlaczego wtedy nic mnie nie zabiło?
Dlaczego nie złapałem zgonu? Czemu nie umarłem wtedy? W tamtej chwili?
Dlaczego?
Doszedłem do
tego nieszczęśliwego podium. Zacząłem opowiadać znajomym co i jak. Byli zaciekawieni.
W tym miejscu
proszę, by osoby, które to czytają, a mają słabe nerwy, przestały. To jest zbyt
chore. A dalej jest tylko gorzej. Błagam. Nie czytajcie tego. Sam nie wiem
czemu to piszę. Chyba muszę.
Moi znajomi
byli na tyle zaciekawieni całym tym fenomenem, że postanowiliśmy sprawdzić
jakie to uczucie wsadzić rękę. Podprowadziliśmy krowę, zapięliśmy pasami i na
zmianę wkładaliśmy i wyjmowaliśmy ręce. To
znaczy ja, Kamil i Darek. Karolina natomiast zafascynowała się organem
rozrodczym byka rozpłodowego i trzymając
oraz masując go, śmiała się razem z nami, gdy raz po razie, na zmianę
wsadzaliśmy i wyciągaliśmy ręce w anusy tej krowy. Krowa muczała, próbowała
uciec ,ale nas to tylko rozbawiało coraz bardziej. Wkrótce wsadzaliśmy po dwie
ręce naraz. Za nic mieliśmy fakt, że nasze ręce uwalone były krowim łajnem aż
po łokcie. Liczyła się zabawa. Karolina coraz szybciej poruszała ręką. Kto by
się spodziewał, że ta dziewczyna, cnotka niewydymka zostanie zoofilką.
Po pewnym
czasie wpadliśmy na inny pomysł. Szybko podnieśliśmy Darka, który był
najlżejszy z nas wszystkich i wsadziliśmy jedną jego nogę z krowi odbyt. Krowa
muczała z przerażenia i bólu, lecz my na fazie sądziliśmy, że to z rozkoszy.
Dopiero potem się dowiedziałem, że wsadzając obie nogi Darka naraz sprawiliśmy,
że rozerwaliśmy ją od środka.
No, ale gdy
krowa umarła, śmiejąc się do rozpuku uznaliśmy, że zemdlała z powodu jej
orgazmu. Więc tym szybciej
postanowiliśmy doprowadzić jej koleżanki do takiego samego stanu. Niestety
podium było zajęte, więc postanowiliśmy wyprowadzić krowę na zewnątrz, na pole.
Zostawiliśmy zabawiającą się z bykiem Karolinę, zignorowaliśmy krew spływającą
po pośladkach krowy i nogach Darka. Wyciągnęliśmy kolejną krowę z boksu,
wyprowadziliśmy ją na pole i przywiązaliśmy do traktora, tak by nie mogła się
ruszać, a nadal była możliwość zabawy z jej odbytem. Wkrótce znudziła się nam
nam takowa zabawa, dlatego wpadliśmy na najbardziej kurewsko chory pomysł na
świecie.
Jeśli
dotrwałeś tutaj to proszę cię. Jeśli cokolwiek jesz lub pijesz błagam przestań.
Najlepiej przestań to czytać. To chore.
Boże zmiłuj
się nad nami. Mam nadzieje, że nam kiedyś wybaczysz.
W każdym razie
moi młodsi bracia dostali pod choinkę autko. Na pilota. Wiecie jakiego. Każdy
gówniarz, gdy był mały chciał takim pojeździć.
Zbudowaliśmy
rampę. W międzyczasie Karolina biegała dookoła nas machając odciętym fallusem
byka. Mieliśmy wielki ubaw. Śmieliśmy się, jak diabli. Nawet nie zauważyliśmy,
kiedy odcięła mu tego fallusa.
W każdym
razie, by nie przedłużać kończę swą opowieść. Odpaliliśmy to auto. Znaczy się
ja odpaliłem, a Kamil i Darek rozszerzyły odbyt krowy by auto wjechało.
Ryk krowy będę
pamiętał do końca życia. Będzie mnie prześladował.
Autko wjechało
w jej odbyt, a Kamil z Darkiem puścili go. Zwarł się. Dałem gazu na maksa.
Krowa wrzeszczała.
W pewnym
momencie Karolina zauważyła, że ona płacze. Śmialiśmy się, że to z rozkoszy.
Dałem na maksa obroty. Krowa zaczęła muczeć. Śmialiśmy się. Nie wiem, jak
głęboko auto wjechało. Naciskałem do przodu, koledzy się śmiali, Karolina
tłukła krowę penisem byka po głowie. O dwunastej Darek i Kamil odpalili
fajerwerki. Ale odpalali je poziomo. Latały wszędzie, uderzały w budynki,
wlatywała do domu i pomieszczeń gospodarczych. Była kupa śmiechu. Jeden
fajerwerk wpadł do obor,y gdzie konał byk, powoli wykrawający się. Wybuchł obok
niego. Rozerwało mu bok. Było cudownie. Gdy w pewnym momencie zobaczyłem że
autko wraca, zaczęliśmy się śmiać, będąc pewni, że krowie jest tak dobrze, że
zaczęła srać z rozkoszy.
W każdym
razie, gdy auto wypadło, zobaczyliśmy coś czerwonego, co wychodziło z jej
odbytu. Przerażeni szybko podbiegliśmy i zaczęliśmy wkładać to z powrotem.
Wpychaliśmy to na siłę do środka. Krowa ostatni raz zamuczała, a my wzięliśmy
od Karolina jej nowego przyjaciela i zatkaliśmy odbyt, by ponownie nie
wyleciało.
P o tym
wydarzeniu wróciliśmy do domu pić.
Rano
dowiedziałem się, że krowa była w ósmym miesiącu ciąży. Poroniła.
Wzrok ojca i
matki był najgorszą karą. Dostałem zakaz na spotykanie się z Kamilem, Darkiem i
Karoliną. Oni przeprowadzili się do innego miasta.
Do tej pory
nie mogę jeść ani pić czegokolwiek, co pochodzi od krowy. Nie mogę.
Creepypasty pisane przeze mnie (Sacredq'a)
Często są one wytworem mojej chorej i pokręconej wyobraźni
Ale czasami są one oparte na prawdziwych faktach lub są prawdziwe
Zgadnij drogi czytelniku które to które ;]
Zrobiłeś mi kaszę z mózgu ;_; To było chore.... Swoją drogą to aż kakao przestało mi smakować, a ja je tak bardzo lubię :c Wszystko twoja wina >.<
Jak masz kaszę z mózgu to jak to napisałaś?
No kurwa, napisał to już tyle razy, że chyba wszyscy to zrozumieliśmy
O kurwa... kocham te pasty... jadłem obiad czytając to.. jestem popierdolony, bardziej mi smakował.. xD
I bardzo dobrze, że jesteś popierdolony. Idealnie do ciebie pasuje taka literatura
Ten komentarz został usunięty przez autora.
To fajnie autorze, że usunąłeś ten komentarz
Chorzy ludzie są chorzy. Lubimy chorych ludzi. Ale chorych. Nienormalnych. Psychopatów. Sadystów. Ale nie takich, którzy wkładają ręce do krowich tyłków. Ala poza tym, pasta spoko :3
,,Chłopak Darka przespał się z chłopakiem Karoliny''. Sacredq, jakiej ty orientacji jesteś?
Kocham Cię człowieku Jesteś popierdolony, ale Cię uwielbiam :D
Bogowie, mam dość. XD Serio było się Ciebie posłuchać i tego nie czytać. XD Obym zasnęła. B|
Bardzo mi się nie podobała ta pasta, w sumie to nawet nie pasta, bo to bardziej opowiadanie. Samo zakończenie było trochę rozczarowujące, serio jedyne co się stało to zabroniono mu spotykać się z jego kumplami i brzydzi się krów? Tyle? Trochę mało jak na nadbudowanie całej psychiki naszego głównego bohatera.
Wszelkie głupie lub nie na miejscu i nie związane z tematem posta komentarze będą kasowane
Zainteresowanie Luca Guadagnino
aktywnymi siłami rządzącymi seksualnym rozwojem, skutkowało
filmową trylogią, którą on sam nazwał trylogią pragnienia.
„Call Me By Your Name”zaskakująco przetłumaczony na: „Tamte
dni, tamte noce”, jest jednym z tych filmów. Oparta na powieści
André Acimana akcja filmu ma miejsce w słonecznej Italii.
Siedemnastoletni Elio każdego roku spędza wakacje z rodzicami. Na
zaproszenie ojca, wybitnego profesora archeologii, przyjeżdża do
nich amerykański doktorant Oliver. Muzycznie uzdolniony Elio z
nieukrywaną trudnością odstępuje gościowi swoją sypialnię.
Beztrosko romansując z sąsiadką Marzią ulega jednocześnie
urokowi Olivera. Początkowo obydwaj mają opory, żeby nadać temu
znaczenie i dystansują się od siebie. Kiedy wreszcie ulegają
namiętności, utrzymują swój związek w tajemnicy. Rodzice Elia
sugerują im wycieczkę do Bergamo przed odjazdem Olivera do Stanów.
Obolały psychicznie po rozstaniu Elio rozmawia, a w zasadzie słucha
ojca. Po kilku miesiącach, przy okazji życzeń z okazji Święta
Chanuki, Elio dowiaduje się o zaręczynach Olivera.
W opinii Kuby Mikurdy, to co oglądamy
na ekranie, jest rezultatem dobrze wyważonej pracy kamery nad
detalami, zmysłowo uruchamiającymi widza. Tajskiemu operatorowi
udało się poetycko sfilmować punkty przestrzeni dotyczące
intymności. Ta przestrzeń sprawia wrażenie lekkości i łagodności.
Pozwala rozwijać się nieprzewidywalnym wydarzeniom i uczuciom.
Iwona Nidecka-Bator zaproponowała,
żeby spojrzeć na ten film jak na film o procesie dojrzewania. Nie
tyle o całym procesie, ale o pewnym jego momencie - powstania i
narodzin początków dorosłego człowieka. Ta myśl bardzo ożywiła
dyskusję. Być może dlatego, że ten okres wnosi unikatowy i ważny
wkład w życie każdej dorosłej osoby.
Psychoanalityczka podkreśla, że w
filmie jest pięknie pokazany pewien rodzaj zagubienia. Cierpienia
spowodowanego pragnieniem, którego do końca nie można zrozumieć i
które jest opracowywane w trakcie trwania filmu. Możemy obserwować
jak bohater się zmienia i to jakim ciężkim jest proces wyłaniania
się. Nieustannie zagrożony możliwością poddania się temu, czego
pragnie, ale czego się obawia, Elio przeżywa silny niepokój. Film
chwyta moment, w którym Elio był przekonany, że cały czas ma
wybór i panuje nad sytuacją. Doświadcza zakłopotania, gdy chce
odnaleźć siebie w odwzajemnionej miłości homoseksualnej.
Poszukiwanie tożsamości, odpowiedzi na pytanie, kim jestem,
naturalne w tym okresie życia, odbywa się w otoczeniu, które nie
przeszkadza Elio, nie ogranicza go. Dyskretnie mu towarzyszy.
A jednak romans jest początkowo
utrzymywany przez Oliviera i Elio w tajemnicy. Dlaczego?
Czy jest to identyfikacja z jakimiś
nieakceptowanymi aspektami świata wewnętrznego czy otoczenia?
Możemy myśleć, że jest to metafora
procesu wyłaniania się bycia mężczyzną, że jest to trudny,
skomplikowany proces, chwilami będący na skraju szaleństwa. Iwona
Nidecka-Bator uważa, że konkret związku homoseksualnego, można
rozumieć jako odwagę doświadczania i eksperymentowania w
poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: kim byłem, kim jestem, kim będę?
Wydaje się, że Elio potrafi traktować
siebie jako kogoś, kto przeżywa przygnębienie, złość i
podniecenie. Potrafi czuć swoje uczucia. Dlatego z możliwym do
przepracowania lękiem potrafi identyfikować się z narcystycznym
ideałem reprezentowanym przez Olivera.
Jest to film o miłości - bezwzględnie
stwierdzają widzowie.
Można być zgodnym co do tego, że
reżyser w wyjątkowy sposób uwypuklił istotność ciała, fakt, że
jesteśmy istotami cielesnymi. Relacja z własnym ciałem jest ważna
przez całe nasze życie, chociaż psychiczne znaczenie ciała
zmienia się w różnych jego momentach. Zostało to poruszone w
rozmowie ojca z Elio, po rozstaniu z Oliverem. Mówiąc do syna, że
dostajemy jedno serce i jedno ciało i że to ciało przemija,
pokazuje wymiar naszej skończoności i że świadomość tego faktu,
powinna skłaniać nas do uważnego słuchania własnych uczuć,
ponieważ jak sam się przyznaje, on swój emocjonalny rozwój jakoś
zahamował.
Być może dorastanie syna uświadamia
ojcu starzenie się, nieodwracalne utraty, własne ograniczenia.
Czy ten fakt może wytłumaczyć jedną
ze scen, w którym ojciec zaskakująco kategorycznie domaga się od
Elio ubrania się do kolacji w okropną koszulę, którą dostał w
prezencie od homoseksualnej pary przyjaciół domu? Z jakim własnym
kłopotem rozprawia się tym zachowaniem ojciec? Jaka jest jego
wewnętrzna walka, z którą się konfrontuje?
Kuba Mikurda podkreśla, że ojciec nie
wyrzekł się konwenansu, który nadal jest dla niego ważny choćby
w towarzyskich relacjach. W opozycji do konwenansu pojawia się
wstrząsająca scena filmu:
to długi kadr z żywą rybą na
półmisku, wyjętą z wody, która boleśnie chwyta zabijające ją
powietrze,
i która za chwilę stanie się daniem
dla wszystkich domowników.
Co obserwujemy? Czy ta scena ma
podtekst sadystyczny, czy jest drapieżnym aspektem męskości? Czy
to jest metafora procesu przekształcania? Trudno to zintegrować z
całością.
Procesy dojrzewania, otwierają
perspektywę znalezienia swojego miejsca w nowym pokoleniu dorosłych.
W ostatniej scenie filmu, po rozmowie z Oliverem, Elio patrzy w
obiektyw i pozwala nam obserwować zmieniający się wyraz jego
twarzy.
I tu, bardzo powoli, z grymasu
świadczącym o odczuwaniu bólu, w ogromnym skupieniu, dokonuje się
zmiana, jakby efekt obserwacji siebie samego. Wyłania się ktoś
niezależny od świątecznych, rodzinnych przygotowań, które
widzimy w tle.
Możemy to też
odczytać jako sugestię zatrzymania się i wysłuchania młodej
osoby.
Zanim
zaczęliśmy dyskusję po seansie pojawiła się prośba, aby
publiczność zbliżyła się do prowadzących. Wydaje się to
znaczące, ponieważ film opowiada o sześcioletniej dziewczynce,
która po tajemniczej śmierci mamy nie może się zbliżyć -
zarówno do nowych rodziców i siostry, jak i do swoich uczuć
związanych z tą sytuacją. Czy po obejrzeniu tego filmu
identyfikujemy się z Fridą, która może zbliżyć się do swoich
uczuć, choć są tak bolesne?
Po
śmierci matki Frida przyjeżdża na wieś, gdzie musi nauczyć się
żyć z nowymi opiekunami i ich córką. Jako że historia została
opowiedziana w taki sposób, że bardziej liczy się atmosfera,
przeżycia dziewczynki niż fakty, ten film zagarnia nas, zanurzamy
się w niego. Reżyserka próbuje pokazać nam, co może się dziać
z dzieckiem. Podążając kamerą z tyłu za Fridą mamy możliwość
spojrzenia z jej punktu widzenia.
Katarzyna
Skrzypek zauważa, że film uchwycił coś, co jest związane z
dzieciństwem - dzieci często są zdane na własne domysły, nie
rozumieją i nie mają wpływu na to, co się dzieje.
Dziewczynka
dźwiga ciężar nie do uniesienia. Zmaga się ze śmiercią matki,
zawiścią wobec Anny, córki nowych rodziców, oraz lękiem przed
jej własnym wnętrzem. Jest w tych zmaganiach sama w nowym
otoczeniu, z parą nowych rodziców. Każde z nich próbuje na swoją
miarę sprostać temu wyzwaniu.
W
jakimś stopniu pomocna w zmaganiach ze śmiercią matki wydaje się
być dla Fridy rozmowa z odwiedzającą ją babcią. Babcia uczy
Fridę modlić się do boga, który ma być pośrednikiem w kontakcie
z matką. Frida podejmuje to, gdy znajduje figurkę madonny -
sekretne miejsce z mamą, podpowiedziane niejako przez babcię. Gdy
zostawia obok figurki papierosy, czy chustkę dla mamy, widzimy jak
dużo jest pragnień dziewczynki, by nawiązać z nią kontakt. Frida
jest dzieckiem na tyle będącym w kontakcie z rzeczywistością, że
zauważa, że chusteczka nie została wzięta. Uzmysławia sobie, że
traci matkę. To wydaje się ważne, bo mogłaby stworzyć sobie
formę azylu psychicznego i nie podjąć wewnętrznej pracy, aby w
swoim nowym życiu, ze swoim gniewem, jakoś się odnaleźć. W tej
rodzinie, która, jak się z biegiem czasu okazuje, dużo ma dla niej
do zaoferowania.
Frida
jest dzieckiem, które buntuje się przeciwko temu, co ją spotyka.
Nie chce pić mleka, nie chce rozmawiać z adopcyjną matką. Wydaje
się, że jest to wyrazem tego, że dziewczynka jest wściekła, nie
chce współpracować. Jest jej źle, nie chce być tu gdzie jest. To
nie jest jej mama. Frida zdaje się sprawdzać i pytać: Czy naprawdę
chcecie mnie taką zbuntowaną, z tym żalem? Mama adopcyjna wydaje
się wtedy być na granicy cierpliwości.
Katarzyna
Skrzypek zwraca uwagę, że trudne jest obserwowanie, jak Frida
sprzeciwiając się napotkanej rzeczywistości sprawdza, na ile ma na
nią wpływ, szczególnie kiedy naraża swoją siostrę Annę. Frida
zdaje sobie sprawę, że to robi, np. w scenie, gdy podczas zabawy
zostawia młodszą kuzynkę w lesie i obserwuje, jak matka szuka
zagubionej córki. Widzimy, jak Frida projektuje swoje uczucia,
sprawiając, że inna matka może być rozdzielona z córką i to one
cierpią, a dziewczynka może na to patrzeć. Możemy rozumieć, że
jest to wyraz ogromnej wewnętrznej presji, kiedy czuje się
nienawiść, w sytuacji, gdy ktoś tyle ma, a samemu ma się tak
niewiele. Patrząc na to z innej perspektywy możemy zastanawiać
się, czy zostawienie Anny w lesie, było pragnieniem, aby matka
przeżywała coś, czego Frida nie była w stanie. Widzimy, jak
rodzice próbują się układać z buntem dziewczynki. Złoszczą
się. Frida czuje, że są na nią źli. Czuje, że reagują. Nie
udaje, że tego nie chciała. Rodzice to przepracowują, czego
wyrazem jest scena, gdy wyciągają wspólnie dziewczynkę z
samochodu odjeżdżających dziadków, choć dla wszystkich byłoby
zapewne łatwiejsze, gdyby pojechała. Matka tym zachowaniem daje
wyraz temu, że chce się nią zająć.
Bardzo
ważny w historii Fridy jest moment, kiedy nocą postanawia odejść
od adopcyjnych rodziców. Zastanawiamy się, czy chce być
zatrzymana? Nie może wytrzymać, że jest dzieckiem? Postanawia
szukać lepszego świata? Opuścić to miejsce, gdzie wydarzyło się
tyle złego, a ona ma poczucie winy? Być może ma fantazje, że w
niej jest coś okropnego, że nikt jej tu nie kocha. Chce wrócić do
swojego byłego domu, ale kiedy dochodzi do ruchliwej drogi i widzi
nadjeżdżający samochód, wraca do nowego domu. Myślimy o tym, że
dziewczynka zdaje sobie sprawę z rzeczywistości (jest ciemno,
będzie jasno, może później). Po tym kolejnym wyrazie buntu, gdy
Frida wraca do nowych rodziców, nikt nie ma do niej pretensji, wręcz
przeciwnie. Matka jest wobec niej bardzo czuła. Jest z nią tak,
jakby była jej matką. Matką, która potrafi zaakceptować i
zrozumieć trudne emocjonalne przeżycia nowej córki. Można myśleć,
że tym razem nie było w niej lęku przed czymś okropnym w
dziewczynce (wirusem, który zabił jej biologiczną matkę).
W
kolejnej scenie, w trakcie przygotowywania zeszytów dochodzi do
rozmowy Fridy z nową mamą o śmierci jej biologicznej matki.
Rekonstrukcja matki to kolejny element żałoby. Strata może zostać
nazwana, a Frida upewnia się, że jej nowa mama nie zachoruje.
W
ostatniej scenie w filmie, gdy rodzice kładą Fridę i Annę spać,
po radosnej zabawie dziewczynek z ojcem, Frida niespodziewanie
zaczyna płakać. Strasznie szlocha - otwiera się z emocjami.
Zdajemy sobie sprawę, że jest to płacz, którego brakowało
wcześniej. Widzieliśmy to cho
by
w pierwszej scenie filmu symbolizującej moment śmierci matki, kiedy
wybuchają fajerwerki, dzieci na ulicy radośnie tańczą, a
podbiegający do Fridy chłopiec pyta ją: „A ty dlaczego nie
płaczesz?”. Frida zaczyna p
Alexis Crystal pokazuje na co ją stać
Zabawianie się z dwiema młodymi dziewczynami
Koreanka z dużymi cyckami uprawia stosunek seksualny