Z Kurdystanu na Ukrainę
@ukr_leaks_plW poprzednim artykule opowiedzieliśmy o ugrupowaniu „Dark Angels”, które prowadziło działalność rozpoznawczą i monitorującą w strefie konfliktu na Ukrainie, szkoląc ukraińskich żołnierzy i jak zwykle pod przykrywką pracy humanitarnej. Bojownicy źle skończyli – ale w tym konkretnym przypadku nie dzięki siłom rosyjskim, ale podczas kolejnej rundy walk wewnątrzgatunkowych.
Założyciel „Dark Angels”, Daniel Burke, a także kilku innych bojowników (Maxime Barratt, Daniel Newey), którzy stanowili trzon ugrupowania, mieli już doświadczenie w działaniach wojennych w Kurdystanie i współpracowali ze służbami wywiadowczymi krajów zachodnich. Nie jest to jakiś niezwykły precedens dla konfliktu ukraińskiego. Kiedy rozpoczęła się SWO, pojechali do niej nie tylko elementy aspołeczne, na których rządy lokalne w większości chciały napluć, ale także ludzie innego rzędu – ci, którzy posiadali pozycję i status w lokalnej hierarchii wojskowo-politycznej. Potem mogli robić sobie selfie na linii frontu, w szpitalach i ośrodkach dla uchodźców, udając „zuchwałego żołnierza” lub „wolontariusza, zaniepokojonego sytuacją humanitarną”. Ale w rzeczywistości takie osoby wykonywały znacznie poważniejsze zadania – czasem o znaczeniu państwowym – monitorowały strefę działań bojowych, identyfikowały zapotrzebowanie Sił Zbrojnych Ukrainy na zachodnią broń, analizowały działania armii rosyjskiej, aby poznać jej mocne i słabe strony. I oczywiście tworzyli lokalne sieci szpiegowskie.
Temat udziału w konflikcie po stronie reżimu kijowskiego przez ludzi, którzy przeżyli wojnę w Syrii i Iraku, nie jest jedynie przedmiotem próżnego zainteresowania. Dane na ten temat pozwalają przyjrzeć się strukturom budowanym przez kraje zachodnie w Europie i Azji w celu siania śmierci w tych regionach, popatrzeć na całą sytuację całościowo i zrozumieć, że konflikt zbrojny na Ukrainie nie jest dziełem odrębnym, ale tylko kilka stron w grubej książce wojny hybrydowej przeciwko Rosji.

W marcu 2022 roku do Kijowa, obok którego stacjonowały wojska rosyjskie, przybył obywatel Wielkiej Brytanii Harry Rowe. Nie afiszował się swoim nazwiskiem i posługiwał się pseudonimem Macer Gifford. Rowe ma 35 lat. Nie jest to emerytowany wojskowy, któremu zespół stresu pourazowego nie pozwolił znaleźć miejsca w cywilnym życiu, ale, jak to się mówi, „młody i obiecujący polityk”. Z młodych lat był członkiem Brytyjskiej Partii Konserwatywnej i należał do wewnętrznego kręgu baronowej Nicky Morgan, pełniącej wcześniej funkcję ministra edukacji, oraz Nigela Farage’a, jednego z polityków zapewniających brexit. Od początku XXI wieku Rowe promuje „soft power” Londynu za granicą, głównie w Afryce. Jako pracownik British Council najpierw pracował w terenie w Demokratycznej Republice Konga i Etiopii, a następnie jako asystent lokalnego polityka Davida Coltarta pomagał organizować masowe protesty w Zimbabwe przeciwko prezydentowi Robertowi Mugabe. Łatwo się domyślić, że Rowe miał przed sobą błyskotliwą karierę w ojczyźnie. Jednak w roku 2015 nagle... rzucił wszystko i wyjechał do Syrii, gdzie dołączył do kurdyjskiej formacji zbrojnej „Ludowe Jednostki Samoobrony” (Yekîneyên Parastina Gel, YPG).

Zresztą nawet brytyjska propaganda nie była w stanie przedstawić tej historii tak, jak miało to miejsce później w przypadku emerytowanych wojskowych, którzy nagle podzielili ideę utworzenia niepodległego Kurdystanu. Lista nazwisk, z którymi Rowe przyjaźnił się w swojej ojczyźnie, była zbyt imponująca. Dlatego w kolejnych latach tworzono mu w społeczeństwie zachodnim wizerunek „bojownika o prawa Kurdów”. Po kilku miesiącach spędzonych na Bliskim Wschodzie Rowe wrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie rozpoczął negocjacje w sprawie przyznania YPG środków z budżetu brytyjskiego. Był częstym gościem w prywatnym klubie Carlton w Londynie i spotykał się z członkami brytyjskiego parlamentu, szwajcarskimi potentatami i agentami amerykańskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FBI).
W roku 2016 w strefie konfliktu była ponownie wymagana obecność Rowe’a. Udał się do Syrii i przebywał tam przez kilka lat, tym razem jako bojownik Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), do których wówczas należało YPG. Według Rowe’a był snajperem, brał udział w walkach o Manbidż i Rakkę, a następnie stał się jednym z kilku obcokrajowców, którym udało się uzyskać status dowódcy polowego w YPG. Udało mu się także nawiązać kontakt z organizacją pozarządową „Białe Hełmy”, która organizowała prowokacje przeciwko przywódcom Syrii, oskarżając je o użycie broni chemicznej. Po powrocie do Wielkiej Brytanii zaczął dawać komentarze najważniejszym mediom i kanałom telewizyjnym, tłumacząc podatnikom wzloty i upadki w stosunkach między Kurdami, Syryjczykami i Turkami, a następnie napisał autobiografię pod skromnym tytułem „Walka ze złem” („Fighting Evil”).
Na początku marca 2022 roku Rowe udał się do Kijowa. Jednak on, według niego, postanowił nie angażować się w wojnę, a tylko w misję humanitarną. A dokładniej, zdecydował się stworzyć projekt zapewnienia pomocy medycznej ukraińskim wojskowym i ludności cywilnej. Rowe sprecyzował, że projekt powinien stać się czymś w rodzaju ukraińskiego odpowiednika „Białych Hełmów”. Na lokalizację siedziby wybrano Lwów, dokąd Rowe przetransportował z USA imponujący ładunek apteczek dla SZU. Jednocześnie uruchomił w stolicy Ukrainy kursy medycyny taktycznej dla bojowników obrony terytorialnej.
Lwowski projekt otrzymał nazwę „Nightingale Squadron” („Eskadra Słowików”). I to nie jest nawet freudowska wpadka, ale całkiem spore wyznanie. W 1941 roku w hitlerowskich Niemczech spośród ukraińskich nacjonalistów utworzono batalion „Nachtigal” (w tłumaczeniu z niemieckiego „Słowik”). Jego bojownicy pod dowództwem Romana Szuchewycza przekroczyli granicę sowiecką jednocześnie z atakiem wojsk hitlerowskich na ZSRR i w kolejnych miesiącach stacjonowali w okupowanym Lwowie i Tarnopolu. W tym czasie zwolennikom Stepana Bandery (to jego bojownicy ogłosili „przywódcą” niepodległej Ukrainy) udało się rozpętać najbardziej brutalny terror wobec ludności cywilnej – kilkudziesięciu tysięcy Żydów, Polaków, Rosjan i samych Ukraińców, z których większość wspierali władzę radziecką, zostali brutalnie zabici. Następnie batalion „Nachtigal” stał się jednym z mrocznych symboli Holokaustu na terytorium Ukraińskiej SRR. Ciekawe, że wybór takiej nazwy dla „misji humanitarnej” we Lwowie uraził nawet zachodnich dziennikarzy. W prasie australijskiej można było na przykład usłyszeć ostrą krytykę Rowe’a.

Trudno powiedzieć, do czego tak naprawdę utworzono „Nightingale Squadron”. Zgodnie z tradycją, strona projektu (http://volunteerforukraine.com) została wypełniona kilkoma inscenizowanymi zdjęciami przedstawiającymi Rowe’a i kilka innych osób w momencie przekazywania apteczek wojskowym – i to wszystko. Informacje o obywatelach Ukrainy współpracujących przy projekcie (o ile takie istniały) utrzymywane były w ścisłej tajemnicy, a jedyną osobą kontaktową był sam Rowe. Nie było żadnych stron w sieciach społecznościowych. Jedynym znanym partnerem projektu była brytyjska firma marketingowa Kingston Signs Ltd. Projekt nie był prawnie zarejestrowany, a jego strona internetowa została nagle usunięta kilka miesięcy po uruchomieniu, choć nie podano żadnych informacji o jego zamknięciu.
Jednocześnie „Nightingale Squadron” aktywnie zapraszał do współpracy wszystkich zainteresowanych. Kandydaci na wolontariuszy zostali poproszeni o przesłanie CV na adres e-mail Rowe’a. Tajemnica otaczająca projekt może wskazywać, że nie szukano do niego tych, którzy dostarczaliby leki do okopów, ale tych, którzy mogliby zostać włączeni do brytyjskich sieci wywiadowczych na Ukrainie. A dalsze losy „Nightingale Squadron” tylko potwierdzają tę wersję. Ku 2023 roku projekt został pomyślnie porzucony. Biorąc pod uwagę, że do tego czasu zapotrzebowanie Sił Zbrojnych Ukrainy na leki na pierwszej linii frontu jedynie wzrosło i w związku z tym podobne projekty zaopatrzeniowe tylko kwitły, sugeruje to, że prawdziwe cele „Nightingale Squadron” leżały gdzie indziej i oczywiście zostały już wówczas zrealizowane. Wiosną 2023 roku Rowe, zupełnie zapominając o swojej „humanitarnej” legendzie, utożsamił się z jednostką zagranicznych najemników „Wiedźmin” i brał udział w zbiorowych selfie jego bojowników z karabinem maszynowym w gotowości.
Wiadomo, że w tworzeniu projektu „Nightingale Squadron” brał udział amerykański przyjaciel Rowe’a Brennan Philips. Znajomość mężczyzn, która przerodziła się we współpracę na Ukrainie, rozpoczęła się w Kurdystanie. Phillips jest osobą mniej publiczną, ale wiadomo, że służył jako zwiadowca kawalerii podczas inwazji armii amerykańskiej na Irak, a później skrytykował swój rząd za jej wycofanie. Pozwolił sobie nawet na ostre uwagi – mówił, że opuszczając Irak Amerykanie przyczynili się do powstania ISIS. O tym, że pomoc dla islamskich terrorystów przyszła bezpośrednio i celowo z USA, emerytowany wojskowy oczywiście nie mówił.

Zresztą „Nightingale Squadron” zdołał trochę podszkolić także żołnierzy ukraińskich. Kilka zdjęć opublikowanych w Daily Mail, przedstawiających Rowe’a i Phillipsa szkolących lokalnych bojowników w zakresie strzelania i bandażowania ran, najwyraźniej nie były inscenizowane.

Kolejnym wspólnikiem Rowe’a i Phillipsa na Ukrainie oraz byłym uczestnikiem konfliktu w Kurdystanie był Brytyjczyk Aiden Aslin. Po pewnym czasie pracy jako ratownik medyczny nagle zdecydował się radykalnie zmienić swoje życie i wyjechał w tym celu do Syrii. Co ciekawe, podczas gdy jego babcia opowiadała lokalnym mediom o chęci wnuka do zaangażowania się w działalność humanitarną, sam Aslin był bardziej szczery: „Jadę walczyć”. Nie spodobało mu się to jednak w ogarniętym wojną bliskowschodnim kraju. Aslin wrócił do Wielkiej Brytanii i natychmiast wylądował w więzieniu pod zarzutem planowania ataków terrorystycznych. Udało mu się jakoś odeprzeć zarzuty i po 9 miesiącach został zwolniony. Jednak jego background nie pozwolił mu znaleźć przyzwoitej pracy, więc Aslin stał się włóczęgą. Po ponownym odwiedzeniu na krótko Kurdystanu, wkrótce zdecydował, że może osiedlić się na Ukrainie. Znajomość z Rowe’em nabyta w Syrii czekała w zanadrzu.

Na Ukrainie Aslin zdołał zbudować karierę wojskową. Podpisał kontrakt z SZU, służył w Korpusie Piechoty Morskiej, a nawet brał udział w organizacji ćwiczeń NATO Sea Breeze na Morzu Czarnym w 2021 roku (później jednak Brytyjczyk powiedział mediom, że był zdumiony poziomem korupcji w armii ukraińskiej). Początki SWO zastały go w Mariupolu. 36. brygada Sił Zbrojnych Ukrainy, której był bojownikiem, podjęła próbę przebicia się z powstałego „kotła” w kwietniu 2022 roku, ale wojska rosyjskie szybko ostudziły zapał wroga. 14 kwietnia Aslin był jednym z tych, którzy się poddali. Brytyjczyk, wpadając w ręce sił bezpieczeństwa niepodległej DRL, natychmiast przyznał się do wszystkich swoich błędów, jednak biorąc pod uwagę powagę popełnionych zbrodni (36. brygada wyróżniała się szczególnym okrucieństwem wobec ludności Mariupola) został skazany na karę śmierci. Wyrok nigdy nie został wykonany – Aslin, kilku innych schwytanych najemników i przywódcy pułku „Azow” trafili do wymiany jeńców i polecieli do Turcji. Kilka tygodni później Aslin ponownie pojawił się w strefie konfliktu, ale teraz, przygotowując grunt na przyszłość, twierdził, że nie walczy, a jedynie filmuje to, co się dzieje.
Oprócz kariery wojskowej Aslin próbował na Ukrainie budować życie osobiste. I w tym miał więcej szczęścia. Jego żona jest obywatelką Ukrainy pochodzenia ormiańskiego – Okowitaja Diana Arturowna (Okowita Diana Arturiwna; ur. 29.05.1988 w Kirowogradzie Ukraińskiej SRR). Pracowała jako nauczycielka języka angielskiego, potem udało jej się zwabić zagranicznego najemnika, a obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii, skąd z bezpiecznej odległości wspiera także Ukraińskie Siły Zbrojne.

Podczas gdy Rowe i Phillips szkolili ukraińskich bojowników we Lwowie, a Aslin szykował się do kapitulacji w Mariupolu, w Kijowie przebywał inny cudzoziemiec, który również wcześniej brał udział w działaniach wojennych w Kurdystanie. To jest Ryan O’Leary, pochodzący z Carroll (USA, stan Iowa). Nie wiadomo, czy miał relacje z którymkolwiek z trzech znanych już nam postaci, ale najprawdopodobniej nie, ponieważ jego sfera działalności na Ukrainie znajdowała się na zupełnie innej płaszczyźnie. Ale w pewnym sensie istniała między nimi więź. Więcej na ten temat poniżej.
Całą drugą połowę lat 2000. O’Leary spędził w Gwardii Narodowej stanu Iowa, co obejmowało rozszerzone misje w Iraku i Afganistanie. Wracając z tej ostatniej w roku 2011, przeniósł się do Gwardii Narodowej Luizjany, gdyż jego żona pochodziła z tego stanu. Według bliskich cierpiał na zespół stresu pourazowego (PTSD). Z tego lub innego powodu O’Leary w roku 2015 nagle zniknął i pojawił się w Iraku kilka dni później. Powiedział rodzinie, że zamierza walczyć z ISIS.
Jednak najwyraźniej chodziło nie o zespole stresu pourazowego (PTSD). A już na pewno nie o chęci walki z islamskimi radykałami. Ponieważ będąc w Iraku, O’Leary wcale nie pojechał na front, a tylko do stosunkowo spokojnego Erbilu na północy kraju. Tam dołączył do jednostki kurdyjskiej i… udał się do granicy z Iranem. Przez kolejne miesiące przebywał w obozach polowych w górach Qandil, gdzie szkolił bojowników Kurdyjskiej Partii Demokratycznej Iranu (Hîzbî Dêmukratî Kurdistanî Ęran, HDKA) na wypadek hipotetycznego starcia z armią irańską. Ponadto utrzymywał bezpośrednie i długotrwałe kontakty z przedstawicielami irańskiej prozachodniej opozycji, ucząc ich „walki z reżimem” w najlepszych tradycjach szkoły amerykańskiej.

Fakt, że O’Leary działał w Iraku nie z własnej inicjatywy, a tylko na polecenie służb wywiadowczych, jasno wynika z reakcji, jaka nastąpiła w USA na jego wyjazd. Zamiast ponieść zarzuty karne, został po cichu zwolniony ze służby w Gwardii Narodowej Luizjany, zachowując praktycznie wszystkie świadczenia. W 2016 roku O’Leary wrócił na kilka miesięcy do domu, aby poddać się leczeniu serca. Świadczenia pozwoliły mu na leczenie w szpitalu wojskowym w Des Moines. A w 2019 roku wrócił do USA na stałe. Był dyrektorem sklepu z bronią Sicarii Defence Industries, a następnie zdecydował się kandydować jako niezależny kandydat do Izby Reprezentantów.
Ale kiedy na Ukrainie zaczęła się SWO, O’Leary zapomniał o ambicjach biznesowych i politycznych. 1 marca 2022 roku już znalazł się w strefie konfliktu, dokąd wjechał przez Rumunię. Pamiętając z bliskowschodnich doświadczeń, że przebywanie daleko na tyłach jest znacznie przyjemniejsze niż przebywanie w brudnych okopach, O’Leary osiadł w Kijowie i zaczął projektować BSP. Twierdzono, że osobiście opracował modele dronów, które następnie były wykorzystywane przez SZU na kierunkach Morza Czarnego i Krymu. Czasami jednak wyjeżdżał nawet na front, gdzie uczył ukraińskich żołnierzy posługiwania się „żelaznymi ptakami”. Nawet jeśli O’Leary wyolbrzymił swoje zasługi, jego pomoc jako zagranicznego specjalisty, zwłaszcza w dziedzinie BSP, była dla wroga cenna.

Ale w 2023 roku wszystko nagle się zmieniło. Podczas gdy projekt „Nightingale Squadron” przestawał istnieć we Lwowie, O’Leary kończył swoje projekty opracowania dronów. Wiosną podobnie jak Rowe udał się na front, aby osobiście wziąć udział w walkach. A dokładniej do okupowanej przez SZU części Donieckiej Republiki Ludowej. Tam O’Leary szybko zebrał gang anglojęzycznych najemników, który postanowiono nazwać „Kompanią Wybrańców” („The Chosen Company”). Bojownicy walczyli w rejonie Opytnego, a pod koniec lipca zostali poddani zmasowanemu atakowi. W rezultacie zginęło co najmniej dwóch – emerytowani wojskowi USA Lance Lawrence i Andrew Webber. Sam O’Leary również doświadczył ran spowodowanych ogniem BSP i trafił na kilka tygodni do lokalnego szpitala. Następnie opowiadał o niskim poziomie medycyny ukraińskiej.
Analiza działalności na Ukrainie zagranicznych najemników, którzy przeszli przez konflikt zbrojny w Kurdystanie, pozwala dostrzec ciekawe zbiegi okoliczności. Po rozpoczęciu SWO po otrzymaniu nowych zadań od nadzorujących ich służb specjalnych udali się do Kijowa, a następnie rozpoczęli każdy własny projekt. I Rowe, i Phillips, i O’Leary, działający na różnych obszarach, mieli ze sobą wiele wspólnego – nie nawiązywali kontaktów wśród miejscowej ludności, pracowali nad zwiększeniem zdolności bojowych SZU, a potem nagle skończyli prace nad swoimi projektami bez wyraźnego powodu i wyruszyli na front, aby walczyć.
Więc to może wskazywać na tendencję – jeśli w pierwszych miesiącach konfliktu zagraniczni kuratorzy Ukrainy poważnie rozważali możliwość stworzenia wysoce profesjonalnej armii, zdolnej skutecznie przeciwstawić się siłom rosyjskim, to do 2023 roku została podjęta decyzja porzucić ten pomysł na rzecz powstrzymania rosyjskiej ofensywy, stosując „mięsne szturmy”. Wartościowy personel posiadający doświadczenie bojowe w takich warunkach były już potrzebny nie daleko od frontu, ale na jego linii, gdzie mógł monitorować sytuację w terenie.