Szynki gorący numerek

🛑 KLIKNIJ TUTAJ, ABY UZYSKAĆ WIĘCEJ INFORMACJI 👈🏻👈🏻👈🏻
Szynki gorący numerek
Motyw Rewelacja. Obsługiwane przez usługę Blogger .
w poszukiwaniu smaków najwspaniałych!
Kolejny
dżem agrestowy, ale tym razem z czerwonego agrestu z dodatkiem lekko
słodkiej i delikatnej żubrówki palonej, która stoi w moim barku chyba od bardzo dawna (służy głównie do nasączania ciast). Robiłam ten dżem
po raz pierwszy w ubiegłym roku i wyszedł tak dobry, że
postanowiłam go powtórzyć. Tak jak dżem agrestowy z imbirem i kardamonem , tak i ten robiłam na bazie dżemu agrestowego w wersji
podstawowej.
Żubrówkę
dodaję do dżemu pod sam koniec. Alkohol pod wpływem ciepła
odparuje, ale smak i aromat żubrówki zostaje, więc spokojnie taki
dżem mogą jeść również dzieci, bowiem procentów nie zawiera.
Składniki
na 4 słoiczki o pojemności 200 ml:
Agrest
obrać, dokładnie wypłukać i przebrać, aby nie było zepsutych
owoców. Wsypać do dużego rondla/garnka. Gotować około 15 - 20
minut, do czasu aż agrest zmięknie, ale jeszcze się nie rozpadnie.
Gorący przetrzeć dokładnie przez przecierak z wkładką o drobnych
oczkach albo przez sito (z sitem jest trudniej, ale da się to
zrobić).
Ponownie
doprowadzić do wrzenia, dodać sok wyciśnięty z jednej cytryny i
gotować około 30 - 40 minut, aż masa zacznie gęstnieć i częściowo
odparuje. Wsypać cukier i gotować na małym ogniu przez kolejne 20
minut. Dodać 6 łyżek żubrówki i gotować 5 minut. Do małej
miseczki wlać kilka łyżek dżemu, wstawić do lodówki na 10
minut. Spróbować (gorący dżem zawsze wydaje się słodszy niż
zimny) – jeśli będzie miał pożądaną przez nas konsystencję i
będzie dosyć słodki to można przełożyć go do słoiczków.
Jeśli jednak będzie za rzadki to gotować jeszcze przez kolejne 10
minut (ewentualnie dodać jeszcze trochę cukru), ale nie zrażać
się tym, że gorący dżem jest płynny – gdy ostygnie to stężeje.
A gdy będzie zbyt długo gotowany to zrobi się twardy jak
marmolada.
Gotowy
dżem przełożyć do umytych i wyparzonych słoiczków (ja wyparzam
słoiki w piekarniku, w temperaturze 125 stopni przez 15 minut, a
pokrywki wrzucam do garnka, zalewam wrzątkiem i gotuję 5 minut),
zakręcić. Słoiczki z dżemem wstawić do dużego garnka wyłożonego
ściereczką kuchenną, wlać wodę do 2/3 wysokości słoiczków
(jeśli dżem jest gorący to wlać gorącą wodę, jeśli zimny to
zimną), przykryć pokrywką, doprowadzić do wrzenia i gotować 10 –
15 minut. Wyciągnąć słoiki, ustawić na ręczniku, przykryć
ściereczkę kuchenną i zostawić do wystygnięcia.
W zeszłym tygodniu Zielonooki
wyciągnął z zamrażarki ostatnią jagodziankę. Pomyślałam, że
upiekę jeszcze jedną porcję i zamrożę, więc w piątek kupiłam
jagody z myślą o jagodziankach. Jednak afrykańskie upały
skutecznie mnie do pieczenia zniechęciły, ale szkoda mi było jagód
i postanowiłam zrobić ciasto jagodowe bez pieczenia.
Miałam w domu w zasadzie wszystko
oprócz śmietany, więc szybka wizyta w osiedlowym sklepie i ciasto
nabrało realnych kształtów. Jest niezbyt słodkie, ale bardzo
jagodowe i bardzo smaczne.
Użyłam dwóch różnych galaretek, bo
takie miałam w domu. Do masy dałam galaretkę szafirową z
Wodzisławia, a na górę niebieską z Winiar – tej drugiej trochę
się obawiałam, bo gdy ją otworzyłam pachniała pomarańczami. Ale
po rozpuszczeniu tego aromatu już nie miała i idealnie się
skomponowała z jagodami. Przy tych nowych galaretkach Winiar trzeba
uważać, bo nie rozpuszcza się ich w 500 ml wody, ale 375 ml (1,5
szklanki).
To mój własny sprawdzony przepis - można go wykonać z większością owoców jagodwych.
Składniki na tortownicę o średnicy
23 -24 cm:
500 ml śmietanki kremówki (u mnie 30
%, ale może być 36 %)
240 g serka homogenizowanego
waniliowego (użyłam Danio)
1 galaretka szafirowa/niebieska – w
każdym razie ciemna
biszkopty na spód ciasta (można upiec
biszkopt, ale w taki upał odpalanie piekarnika to niezbyt dobry
pomysł)
*używam szklanki o pojemności 250 ml
Galaretkę szafirową rozpuścić razem
z żelatyną w ½ szklanki wrzątku – dobrze rozmieszać, aby nie
miała grudek. Jagody zmiksować (ja użyłam ręcznego blendera
Triblade). Do zmiksowanych jagód wlać galaretkę z żelatyną i
szybko wymieszać, aby się nie ścięła.
Śmietanę ubić na sztywno, pod koniec
ubijania dodać cukier puder. Śmietanę wymieszać z serkiem
waniliowym. Powoli wlewać jagody z galaretką i miksować na wolnych
obrotach. Gdy masa będzie jednolita przelać ją delikatnie na
biszkopty (uważać, aby biszkopty nie poszły do góry). Wstawić do
lodówki na 2 godziny.
Niebieską galaretkę rozpuścić
zgodnie z instrukcją na opakowaniu (ja dałam trochę mniej wody) i
zostawić do przestygnięcia. Na ściętą masę wysypać jagody i
delikatnie zalać je zimną, tężejącą galaretką. Wstawić do
lodówki na kilka godzin, aby galaretka i masa dobrze się ścięły
(u mnie ciasto chłodziło się całą noc).
Uwielbiam tradycyjne gołąbki , ale roboty z nimi sporo. Od czasu do czasu robię leniwce
zwane też gołąbkami po cygańsku. Pracy mniej, ale i bałaganu
trochę mniej, bo nie trzeba bawić się z parzeniem kapusty. Same
się nie zrobią, ale i tak są szybsze niż klasyczne.
Na
starym blogu był przepis na leniwce, ale zapiekane w piekarniku, przygotowywane trochę inaczej. Uprościłam przepis, a leniwce na smaku nie straciły. Ja
wykorzystałam połowę masy z przepisu, zrobiłam 6 leniwców i połowę sosu. Z drugiej
części zrobiłam zapiekankę, która z sosem pieczarkowym smakowała
doskonale .
60 dag mięsa (szynka,
łopatka albo drób)
400 g kapusty (białej, pekińskiej, choć najlepsze wychodzą z młodej)
1 łyżeczka soli
(można dać więcej, ja solę mało)
1 pełna łyżka ziół
prowansalskich albo dalmatyńskich (dałam dalmatyńskie Kotanyi)
Przygotować sos (ja to
robię w tzw. międzyczasie, ale można go przygotować na początku).
Pomidory rozdrobnić,
ale nie na miazgę (ja wykorzystałam szatkownicę blendera
Triblade). Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę. Czosnek bardzo
drobno posiekać. Na patelnię wlać 1 łyżkę oleju, wrzucić
posiekaną cebulę i lekko zeszklić, dodać czosnek i razem
delikatnie podsmażyć. Dodać rozdrobnione pomidory, sól, pieprz,
ostrą paprykę i zagotować. Na końcu dodać cukier i zioła.
Wymieszać i spróbować, ewentualnie dodać jeszcze trochę soli,
pieprzu albo cukru – wg uznania, bo pomidory bywają różne, jedne
słodsze, drugie mniej.
Ryż wsypać do rondelka, zalać 1 szklanką
wody, zagotować, wyłączyć i pozwolić mu napęcznieć.
Mięso zemleć, a
kapustę drobno posiekać (ja wykorzystałam maszynkę robota Chef
Titanium i tarczę do szatkowania robota FP 270 Kenwood). Cebulę
pokroić w drobną kostkę i zeszklić na 1 łyżce oleju (nie
powinna się przypiec).
Napęczniały ryż i
podsmażoną cebulę przełożyć do zmielonego mięsa, dodać
kapustę, jajka, kaszę mannę. Doprawić solą, pieprzem,
majerankiem, pieprzem cayenne i dobrze wyrobić. Uformować „leniwce”
- podobnie jak kotlety mielone, ale trochę większe. Obtoczyć je w
bułce tartej i obsmażyć na oleju na złoty kolor. Przełożyć do
głębokiego rondla i zalać przygotowanym sosem pomidorowym. Dusić
około 25 -30 minut, ale kontrolować, aby się nie przypaliły. Ja już niczym sosu nie zagęszczam, ale jeśli wydaje się zbyt rzadki można dodać 1 łyżkę mąki rozrobionej w niewielkiej ilości zimnej wody i zagotować.
Można podać z
ziemniakami albo makaronem, wg uznania i smaku. Ja jem je bez żadnych
dodatków, wszak same w sobie zawierają mięso, ryż i kapustę.
Bardzo lubię dżemy
agrestowe i robię ich chyba najwięcej, bo używam ich do
przekładania tortów. W tym roku zrobiłam dżem agrestowy w 5
smakach, w tym jeden w połączeniu z truskawkami. Opieram się
zawsze na klasycznym dżemie agrestowym , który u mnie jest
przecierany, bo tak lubi moja rodzinka. Całą instrukcję obrazkową
znajdziecie TUTAJ .
Dżem agrestowy zaczyna
ciemnieć po dodaniu cukru. W tym przypadku dodałam go dosyć późno,
dzięki czemu dżem nie ściemniał bardzo mocno, choć trudno
powiedzieć o nim, że jest zielony.
Składniki na 8 słoiczków
o pojemności 200 ml:
3
łyżeczki świeżo startego imbiru albo 2 łyżeczki mielonego
2
łyżeczki mielonego kardamonu (u mnie mielony imbir i kardamon Kotanyi)
Agrest obrać, dokładnie
wypłukać i przebrać, aby nie było zepsutych owoców. Wsypać do
dużego rondla/garnka. Gotować około 15 - 20 minut, do czasu aż
agrest zmięknie, ale jeszcze się nie rozpadnie. Gorący przetrzeć
dokładnie przez przecierak z wkładką o drobnych oczkach, albo
przez sito (z sitem jest trudniej, ale da się to zrobić).
Ponownie doprowadzić do
wrzenia, dodać sok wyciśnięty z jednej cytryny i gotować około
30 - 40 minut, aż masa zacznie gęstnieć i częściowo odparuje. Wsypać
1 kg cukru, dodać kardamon i imbir i gotować na małym ogniu przez
kolejne 20 minut. Do małej miseczki wlać kilka łyżek dżemu,
wstawić do lodówki na 10 minut. Spróbować (gorący dżem zawsze
wydaje się słodszy niż zimny) – jeśli będzie miał pożądaną
przez nas konsystencję i będzie dosyć słodki to można przełożyć
go do słoiczków. Jeśli jednak będzie za rzadki to gotować
jeszcze przez kolejne 10 minut (ewentualnie dodać jeszcze trochę
cukru), ale nie zrażać się tym, że gorący dżem jest płynny –
gdy ostygnie to stężeje. A gdy będzie zbyt długo gotowany to
zrobi się twardy jak marmolada.
Gotowy dżem przełożyć do
umytych i wyparzonych słoiczków (ja wyparzam słoiki w piekarniku,
w temperaturze 125 stopni przez 15 minut, a pokrywki wrzucam do
garnka, zalewam wrzątkiem i gotuję 5 minut), zakręcić. Słoiczki
z dżemem wstawić do dużego garnka wyłożonego ściereczką
kuchenną, wlać wodę do 2/3 wysokości słoiczków (jeśli dżem
jest gorący to wlać gorącą wodę, jeśli zimny to zimną),
przykryć pokrywką, doprowadzić do wrzenia i gotować 10 – 15
minut. Wyciągnąć słoiki, ustawić na ręczniku, przykryć
ściereczkę kuchenną i zostawić do wystygnięcia.
Etykiety:
agrest ,
coś na zimę ,
dżem
Rozmawiałyśmy ostatnio z Izą - Pyzą o
twarogach wiaderkowych do sernika. I choć przeważnie używam sera
samodzielnie zmielonego to czasem mam ochotę pójść na łatwiznę
i wykorzystać twaróg z wiaderka. Mam odruch czytania składu, bo w
tych wiaderkowych twarogach można znaleźć wiele ciekawych
składników, które z serem niestety wiele wspólnego nie mają. Wg
mnie wszelkie zagęstniki są rzeczą zupełnie zbyteczną. Jeśli
już kupuję twaróg w wiaderku to chcę, aby to rzeczywiście był
twaróg, a nie masa „seropodobna”. W takim wiaderkowym serze nie
powinno być nic poza mlekiem i żywymi kulturami fermentacji
mlekowej. Dotychczas kupowałam twaróg sernikowy extra firmy JANA i Mój Ulubiony z Wielunia
– kremowy, gęsty, naprawdę świetny, choć niezbyt tani. Gdy
byłam u teściowej postanowiłam upiec sernik, więc poszłam do
sklepu i kupiłam twaróg garwoliński. To był prawdziwy strzał w
dziesiątkę. Nigdy nie kupiłam lepszego sera w wiaderku – po
zmiksowaniu z jajami nie zrobił się rzadki, a sernik wyszedł równy
i pyszny. Bardzo ubolewam, że w żadnym z odwiedzanych przeze mnie
sklepów tego twarogu nie ma, bo z pewnością piekłabym z niego
częściej. Natomiast Iza zachęciła mnie do sięgnięcia po ser
Milk Land (dostępny w Tesco w całkiem przyzwoitej cenie), z którego
upiekłam dzisiejszy sernik. I cóż mogę o nim powiedzieć? W sumie
jest niezły, sprawdził się, bo jest dosyć gęsty. Ale do tego
garwolińskiego wiele mu brakuje. Więc jeśli chodzi o wiaderkowy
ser to pozostanę przy firmie JANA i Moim Ulubionym.
Kupiłam na targu pyszne śliwki, w
lodówce miałam ser i pomyślałam, że fajnie będzie to połączyć.
Nigdy nie piekłam sernika ze śliwkami, choć z truskawkami ,
wiśniami czy brzoskwiniami jak najbardziej. Nie chciałam jednak
powielać przepisu, więc wykombinowałam coś zupełnie nowego. Nie
wiedziałam dokładnie co mi z tego wyjdzie, ale eksperyment jak
najbardziej udany i z pewnością do powtórzenia.
260 g (1 i ½ szklanki) mąki pszennej
(dałam połowę tortowej, połowę krupczatki)
3 żółtka z dużych jaj (mnie się
trafiły 4, bo jedno jajko miało podwójne żółtko)
1 kg twarogu trzykrotnie zmielonego
2 łyżki cukru waniliowego (dałam
Kotanyi)
180 g zakwaszanej śmietany
homogenizowanej (dałam szczecinecką 12%)
15 – 20 śliwek (dowolnych)
przekrojonych na połówki
Wszystkie składniki kruchego ciasta
szybko zagnieść (za mnie zrobił to robot planetarny Chef Titanium
Kenwood), zawinąć w folię i włożyć na 20 minut do lodówki.
Blaszkę wyłożyć papierem do
pieczenia, albo posmarować masłem i posypać mąką. Piekarnik
nagrzać do 190 stopni (góra – dół). Ciasto wyłożyć na
blaszkę i równo je rozłożyć (ja pomagam sobie małym
wałeczkiem). Gęsto nakłuć widelcem i wstawić do nagrzanego
piekarnika na 10 minut. Wyciągnąć podpieczone ciasto, a
temperaturę w piekarniku zmniejszyć do 175 stopni. Ciasto zostawić
do przestygnięcia, a w tym czasie przygotować masę serową.
Do miski wbić jajka (ja wbijam po
jednym na talerzyk i dopiero wlewam do misy miksera), wsypać cukier
i cukier waniliowy i krótko je zmiksować (jajka powinny się tylko
dobrze rozbić, ale nie ubić). Dodać twaróg, śmietanę, mąkę
ziemniaczaną, olej i zmiksować na wysokich obrotach do połączenia
składników – nie za długo, aby nie rozrzedzić za bardzo masy.
Na podpieczonym cieście ułożyć
śliwki skórką do dołu – ciasto można posmarować wcześniej
rozmąconym białkiem. Bardzo delikatnie wlać masę serową –
trzeba uważać, aby śliwki się za bardzo nie przemieszczały.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 60 minut w 175 stopniach
(góra – dół). Piekarnik wyłączyć, uchylić drzwiczki i
zostawić sernik na godzinę. Wyciągnąć z piekarnika i zostawić
do całkowitego wystygnięcia. Posypać cukrem pudrem. Przechowywać
w lodówce.
Bardzo lubię galaretki porzeczkowe,
ale nie te przesadnie słodkie. Jednak, aby z porzeczek powstała
galaretka trzeba dodać sporo cukru. Postanowiłam to nieco obejść
i po małych perypetiach eksperyment zakończył się sukcesem. Początkowo galaretka z obniżoną
zawartością cukru nie bardzo miała ochotę się ściągnąć, ale
uparłam się i to ja odniosłam zwycięstwo nad galaretką, a nie
ona nade mną. Pomocna okazała się naturalna pektyna, która po
raz kolejny sprawdziła się znakomicie.
Ta galaretka została przygotowana z
soku wyciskanego na zimno, w sokowirówce. Niebawem pojawi się
przepis na galaretkę z soku przygotowanego na gorąco , z myślą o
tych osobach, które nie dysponują sokowirówką, a także przepis na galaretkę ucieraną na surowo . Do przygotowania można wykorzystać zarówno
sok z porzeczek czerwonych jak i czarnych.
Składniki na 8 słoiczków po 200 ml:
1,6 litra soku z czerwonej albo czarnej
porzeczki (tyle soku wyszło mi z 2,2 kg czerwonej porzeczki,)
750 g cukru (robiąc bez pektyny trzeba
dać 1,6 l cukru)
ok. 20g pektyny + 2 łyżki zimnej wody
Porzeczki opłukać i wycisnąć z nich
sok - ja przepuściłam owoce czterokrotnie przez sokowirówkę, aż
uzyskała prawie zupełnie suchą masę ze skórek i pestek.
Sok wlać do garnka, zagotować, wsypać
cukier, wlać sok z cytryny i ponownie zagotować. Gdy pojawi się
piana to ją delikatnie ściągnąć (ja wykorzystałam ją do
koktajlu – sprawdziła się jako słodzik). Sok z cukrem gotować
kilka minut – im dłużej tym galaretka nabierze ciemniejszej
barwy.
Pektynę rozrobić w 2 łyżkach zimnej
wody i wlać do gotującej się galaretki. Gotować jeszcze 10 minut.
Niewielką ilość galaretki nałożyć na talerzyk i wstawić do
lodówki na 10 minut. Jeśli po tym czasie będzie miała pożądaną
konsystencję i będzie wystarczająco słodka to rozlać do
wyparzonych i suchych słoiczków. Jeśli będzie rzadka dodać
jeszcze trochę pektyny, ewentualnie dosypać więcej cukru – wg
własnego smaku (ja wolę kwaskową wersję) i ponownie doprowadzić
do wrzenia i gotować jeszcze 5 minut.
Przełożyć do wyparzonych słoiczków, zakręcić, wstawić do garnka wyłożonego ściereczką, wlać wodę do 2/3 wysokości słoiczków i pasteryzować 10 minut od zagotowania. Wyciągnąć na ściereczkę i zostawić do wystygnięcia.
Galaretka bardzo dobrze się przechowuje, nawet 2 lata.
Wytłoczyny - skórki i pestki można wykorzystać do ugotowania kompotu (wlać wodę, wsypać cukier i zagotować).
W tym roku robiłam wyjątkowo dużo
ogórków małosolnych . I o ile te pierwsze znikały szybko, to już
kolejne niekoniecznie, bo przerzuciłam się na pomidory. Jednak, aby nic się nie zmarnowało to wzorem
lat poprzednich, przeznaczam takie ogórki na zupę. Ścieram,
zamykam w słoiczkach i zimą bez roboty mam gotowy produkt, który
mogę dodać do zupy. Nie podaję dokładnej ilości składników,
bo po prostu trudno mi to określić, raz zostaje mi więcej ogórków
i wychodzą 2 – 3 słoiczki, innym razem mniej i robię tylko
jeden. Oczywiście można nastawić celowo słój ogórków do ukiszenia, a potem je tylko zetrzeć i zapakować do słoików. To praktyczne rozwiązanie, szczególnie, gdy trze się ogórki mechanicznie. Cały słój ogórków starty w 3 minuty. Uwielbiam takie rozwiązania, bo pozwalają zaoszczędzić sporo czasu i w sumie pieniędzy też, bo latem ogórki są tanie i można je kisić ile dusza zapragnie.
kiszone ogórki (gdy zostają po
małosolnych albo celowo kiszone)
Ogórki zetrzeć na tarce jarzynowej albo mechanicznie (ja to robię w robocie na tarczy jarzynowej) i
razem z sokiem włożyć do umytych wyparzonych słoiczków (u mnie o pojemności 330 ml). Jeśli
w ogórkach nie ma wiele soku to można do każdego słoika dodać 2
– 3 łyżki wody z kiszenia. Zakręcić, wstawić do garnka
wyłożonego ściereczką. Wlać wodę do 2/3 wysokości słoiczka.
Zagotować. Od chwili wrzenia pasteryzować 15 minut. Zostawić w
garnku do wystygnięcia. Przechowywać w spiżarni albo w piwnicy.
Dziś cała Polska smaży naleśniki (więcej informacji o wydarzeniu można znaleźć na FB ),
więc smażyłam i ja. Plan był prosty: naleśniki z twarogiem.
Jednak, gdy otworzyłam lodówkę okazało się, że mam resztkę
mleka, a nie uśmiechało mi się przebieranie i wyprawa do sklepu.
Szybkie spojrzenie na półkę i jeszcze szybsze olśnienie. Pitny
jogurt waniliowy (bez tłuszczu i bez cukru). A reszta tak jak
zawsze, czyli zgodnie z przepisem na naleśniki podstawowe ... no może nie jak zawsze, bo część mąki pszennej
zamieniłam na jasną orkiszową.
Składniki na 12 – 15 cieniutkich
naleśników:
200 g
mąki krupczatki albo wrocławskiej
120 g
jasnej mąki orkiszowej typ 700
300 ml
wody (połowę wody można dodać gazowanej)
1
łyżeczka cukru waniliowego (dałam domowy)
3
łyżki jogurtu naturalnego albo waniliowego
2 –
3 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią (dałam domowy ) do smaku
1
szklanka świeżych czerwonych porzeczek
Jajka
roztrzepać trzepaczką, dodać sól, wsypać mąkę, cukier, wlać
jogurt, mleko i wodę, wszystko dokładnie wymieszać (ja używam
takiej okrągłej trzepaczki zwanej rózgą, ale można użyć
miksera). Opcjonalnie można dodać do ciasta 1 łyżkę oliwy albo
stopionego masła, ja tego nie robię, bowiem wolę przesmarować
patelnię pędzlem. Ciasto odstawić na 15 - 30 minut, jeśli wydaje się zbyt gęste można dodać 3 - 4 łyżki wody (mąki mają różną wilgotność i czasem trzeba trochę więcej płynu).
Patelnię
posmarować cienko olejem (ja robię to pędzlem), na patelni nie
może być dużo tłuszczu, ma być tylko posmarowana. Wlewać
ciasto, smażyć z dwóch stron - przekładać najlepiej drewnianą
łopatką, ewentualnie można przerzucać, ale to może się skończyć
skrobaniem naleśników z sufitu, więc nie polecam mało wprawionym.
Twaróg wymieszać z jogurtem naturalnym, dodać cukier waniliowy do smaku (można dać więcej, wg własnego smaku i uznania).
Każdy
naleśnik posmarować galaretką porzeczkową, na galaretkę wyłożyć
porcję twarogu, posypać porzeczkami i złożyć wg uznania – ja
złożyłam w trójkąty.
Myślałam, że przepis na ogórki
kiszone jest zbędny, ale jak się okazało rzeczywistość pokazała
coś innego. Kilka próśb o ten przepis pojawiło się na blogu i w
mailach. Tak więc niechaj i ogórki znajdą swoje miejsce na tym
blogu. Poz
Hiszpański ogier posuwa blondynkę
Dziewczyna zmienia się w zboczucha
Brutalny seks z wytatuowaną amatorką