Stara robi pranko

🔞 KLIKNIJ TUTAJ, ABY UZYSKAĆ WIĘCEJ INFORMACJI 👈🏻👈🏻👈🏻
Stara robi pranko
Dog names - Starting with Pedigree Database
This is a placeholder text Group text
Imported Proven Female for Sale, AKC, DM Clear Female for sale
German Shepherd Puppies Puppies for sale
German Shepherd Breeder Wisconsin Puppies for sale
Nice young Male for sale ! Male for sale
Long hair black and red female for sale Female for sale
IMPORTED EUROPEAN DARK SABLE LONG COAT!!! Male for sale
Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań. Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać... Ze zrozumieniem.
Spacerując po Gdańsku przypomniałam sobie
zabawną z dzisiejszego punktu widzenia historyjkę.
Rzec można, obciachową nawet.
Był maj, ostatnia semestralna wywiadówka przed zaliczeniem pierwszego
roku szkoły średniej. Z żołądkiem podchodzącym do gardła,
oczekiwałam Mamy, w owej chwili z pewnością wtajemniczanej w moje ciemne sprawki.
Pod opieką miałam małego braciszka, którego woziłam w
wózeczku, modląc się "trwaj chwilo"!
Nie spieszyło mi się bowiem oko w
oko stanąć z rozgniewaną Rodzicielką.
Spacerowałam wokół kwartału kamienic, otaczających kościół Św. Jana , obiecując sobie solennie, że od przyszłego roku szkolnego to już na pewno wezmę się do roboty.
Tymczasem
kolejne okrążenie
przyniosło olśniewające odkrycie. Bo oto oczom moim ukazało się
nieziemskie zjawisko. W leniwej pozie, oparty o rzeźbę lwa stał
młodzieniec zniewalającej urody. Pełen wdzięku blondyn, na oko w moim
wieku, wpatrywał się we
mnie oczami, które zdawały się krzesać iskry. W ręku dzierżył butelkę z
jakimś bliżej niezidentyfikowanym napojem, którą co i raz do
przepięknych(?) ust podnosił. Zelektryzowana tym odkryciem, trasę jazdy
skracałam do minimum, w obawie, czy młodzieniec nie zniknie aby
bezpowrotnie. W takim zaś przypadku moje szesnastoletnie serce pękłoby
bez wątpienia. W popłochu pomyślałam nawet, czy nie zniechęci
się do mnie, braciszka biorąc za moje dziecko. Okrążenia były
coraz to szybsze i bardziej nerwowe; w pewnym momencie (o zgrozo!) brat
omal mi z wózka nie wypadł. Nareszcie młodzieniec pić skończył i
kołyszącym się krokiem ruszył w moją stronę. Im bliżej podchodził, tym
większą zaczynał jawić się pomyłką.
Oczy, przepiękne z oddali, okazały
się zmrużone obleśnie, włosy w nieładzie i tłuste,
gdy zaś przemówił do mnie, "wydało się", że sepleni. Czego oczywistą przyczyną był brak górnej jedynki.
Bez
żenady oświadczył, że jest uczniem zbiorczej
szkoły dla opóźnionych w nauce. W tym momencie własna moja żenada
sięgnęła zenitu; zapragnęłam pod ziemię się ze wstydu się zapaść. Końce
palców zdrętwiały mi na myśl, że mógłby ujrzeć mnie w jego towarzystwie
mój wymagający Tata.
Z
jakąż więc ulgą powitałam wybawienie w postaci nadchodzącej z gniewną miną Mamy.
Tak to nowego znaczenia nabrało sprawdzone porzekadło, że nie
wszystko złoto, co się świeci...
- Nie proponuję wprawdzie psiej kupy, ale mógłbyś przecież dla Niego co innego zrobić. - Teraz to już nic dla Pana Jezusa robić nie zamierzam! Taki to Julian, apostata jeden...
Motyw Prosty. Obsługiwane przez usługę Blogger .
Wobec tego pomódl się za Niego. To mu się na pewno przyda:-). Jak zresztą nie zaszkodzi nikomu innemu:-))).
To o mikserze w zlewie jak przeczytałam to aż mnie ciarki przeszły. Jakie dzieci potrafią mieć pomysły. Interesujące te rodzinne anegdotki. Też bym miała co opowiadać.
Miło, że ktoś jeszcze wraca do tych anegdotek. Mam pomysł na koleją; w wolnej chwili coś zamieszczę:)
Każda z historyjek przezabawna. Lekkie pióro i swada z jaką opowiadasz dodaje im kolorytu. Co prawda nie jestem wierząca więc za Olesia i Hanię się nie pomodlę, ale jestem pewna,że Ten, który "nie bierze", w niebie rozwesela towarzystwo. Twoje inne zakladki zamierzam poznać w najbliższym czasie, bo mnie dopadł kryzys twórczy i na swoim blogu nic nie zamieszczam, więc chętnie zobaczę jak radzą sobie lepsi ode mnie. A tak na marginesie, u kilku blogerów natknęłam się na komentarze osoby podpisującej się "Kloszard", ale tylko u Ciebie w wykazie blogow znalazłam blog o takim tytule. Aż muszę tam zajrzeć! Poki co dziękuję za czas uśmiechu jaki błąkal sie po ustach, gdy czytałam teksty. Jeszcze raz gratuluję, naprawdę wyśmienicie napisane. Ukłony.
O, jeszcze ktoś tu zagląda! Miło mi niezmiernie Ciebie gościć. Ach, ta nasza niemoc twórcza i brak weny - jakże to rozumiem. Co do mnie, obawiam się że ta zapaść wiąże się z pewnym wydarzeniem w moim życiu (o którym, choć samo w sobie nie jest niczym wstydliwym, krępowałabym się pisać w publicznym komentarzu). Swego czasu przeczytałam u Ciebie wpis dotyczący Syna, który poruszył mnie do głębi. Trudno sobie wyobrazić, jak wielkim cierpieniem jest dla matki niemożność porozumienia się z dzieckiem, które było przez nią tak kochane i wyczekiwane. Coś w tym rodzaju przeżywam również i ja, choć może nie na tak dużą skalę. Pozdrawiam Cię, Iwonko, serdecznie - życzę cudu naprawy relacji z potomkiem. Pogody ducha i przypływu weny:) Tak bardzo chciałabym coś napisać, ale czuję się jak sparaliżowana. To głupie, wiem.
Świetnie napisane te rodzinne wspominki , masz poczucie humoru, momentami uśmiałem się do łez. Seewald
Młoda w rajtkach i...nie pytajcie co jeszcze :))))
My zbyt zabsorbowani opieką nad dziećmi, aby dziadkom pomagać,
... a jedna zbyt stara, żeby pomagać nam,
... a druga zbyt aktywna i zajęta sobą..." * -
Jeden z minusów późnego macierzyństwa... :-(
ps. małe sprostowanie... my mamy w pakiecie... dzieci i ... dziadków, którym trzeba pomagać... :-(
*inspiracją do wpisu stał fragment (nieco zmodyfikowany w stosunku do naszej sytuacji) z najnowszej książki H.Fielding "Szalejąc za facetem"...
photo TU
Dobra nie
będziemy jej katować. Już wyciągam zestaw obiadowy dla H.
-„Ojej, jak
ona patrzy na ten chlebek .. Dam Ci skibkę, zanim mama przyniesie obiadek” -
słyszę teściową.
W tym
momencie trochę się zagotowałam bo ze względu na problemy skórne i próbę
znalezienia źródła wysypek, stopniowe eliminujemy różne produkty. Oczywiście
mówiliśmy wszystkim dookoła…
Są takie
miasta, które w moim sercu zajmują bardzo wyjątkowe miejsce…
Jednym z
nich był Poznań, opisywany TU z
racji pobytu u przyjaciółki…
Większość z
nich łączy jedno : miłość …
O ile Poznań
był moim "pierwszym razem" … o tyle Wrocław to miłość przelotna, szalona... i
bardzo intensywna.
I jak
pomyślę, że znów się tam znajdę to serce bije jak oszalałe, wspomnienia wracają
z mega prędkością … znów czuje ten
dotyk, smak ust … reszta niech pozostanie moją słodką tajemnicą J
I mimo, że
teraz jadę w zupełnie innym celu, EMOCJE wracają, podniecenie wzrasta i wciąż się
uśmiecham..
Jeszcze 2
lata temu awansowałam z Matki moniturująco-nadopiekuńczej
na Matkę wyluzowaną , czyli mogąca
bez przeszkód porozmawiać na placu zabaw z innymi Mamuśkami, oczywiście z
przerwami jak One goniły swoje pociechy, czy ratowały z różnych opresji lub
mogącej poczytać książkę na ławce ...
Ale widocznie zabrakło mi w życiu
adrenaliny aby nastąpiło DEŻAWU …
Młoda jest gorsza od brata! A ma dopiero 15 mcy!
No dobra,
dzieci się nie porównuje, ale z niej to naprawdę niezły rojber…
A oto
miejsca gdzie Matka dostaje palpitacji, zawału serca itp… :
Etykiety:
córunia ,
Ja matka ,
podwórkowe
"Życie w ciągłym poczuciu braku może spowodowac, że przestajesz zauważac to co masz"
Wszelkie teksty zamieszczone na tym blogu są moją własnością i chroni je prawo autorskie. W celu ich kopiowania bądź wykorzystania proszę kontaktować się ze mną pisząc na adres: szafaskrajnej@interia.eu
Motyw Rewelacja. Obsługiwane przez usługę Blogger .
Nie czytać z pełną buzią.. czegokolwiek...Nie ponoszę odpowiedzialności za oplucie monitora!
Oddychaj tylko spokojnie.... Wdech, wydech, wdech, wydech...
Wracając do kwestii brakujących
sprzętów gospodarstwa domowego. Bo chyba kiedyś już coś o tym
było, prawda? No chyba, że się mylę...
Parę lat temu jako niedoświadczony
jeszcze osiedlok – czyli osoba która z domu jednorodzinnego,
przyszła mieszkać do bloku. Miało miejsce parę zabawnych sytuacji
związanych z pralką.
Po zakupie tego niezbędnego sprzętu,
i wyjściu mojego partnera do pracy, zabrałam się za pierwsze
pranie. Frania już w pełni podłączona (a tak przynajmniej wtedy mi
się wydawało) stała w łazience. Po przesegregowaniu ubrań wg.
koloru, materiału i płci (bo kto to widział, żeby koronkowe majtki prać z bokserkami w kratkę) załadowałam pierwszą porcję do bębna o
pojemności 6 kilo. Aż dziw, że nie położyłam wtedy wszystkiego
na wagę, by sprawdzić, czy przypadkiem pranko nie warzy 7 kilo...
Wsypałam proszek, wlałam płyn i włączyłam pierwszy z brzegu
program. Przez pierwsze pięć minut siedziałam zahipnotyzowana
wpatrując się w szybkę rozpoznając przewracające się tam majtki
skarpetki i bluzki. Jako, że rozrywka ta bardzo szybko mnie
znudziła, poszłam do kuchni przygotował obiad.
Później oczywiście wyszłam do
sklepu. Jak wielkie było moje zdziwienie gdy po powrocie w
przedpokoju miałam po kostki wody. Nie wchodząc nawet do łazienki
złapałam za telefon i zadzwoniłam do lubego z komunikatem, o
popsutej nowej pralce.
- Słuchaj nowa pralka, a już
zepsuta. Włączyłam pierwsze pranie, wyszłam do sklepu, wracam, a
cała łazienka i przedpokój zalane!
- Hmm, a włożyłaś może wąż do
wanny?
- No wąż którym spływa woda z
prania.
Naświetlę może ogrom problemu:
mieszkając w domu jednorodzinnym, moja ex pralka była podpięta do
odpływu, nie było żadnego dodatkowego węża który trzeba gdzieś
tam włożyć by woda spłynęła! Do głowy by mi nie przyszło, że
woda która wlatuje do pralki musi też którędy z niej wypłynąć.
Np wężem prosto do wanny... Nazwijcie mnie blondyną, nigdy bym nie
wpadła na to, że należy jakiś wąż gdzieś tam włożyć u
uniknąć zalania sąsiadów... Na szczęście pod naszą kawalerką
był korytarz i klatka schodowa ;)
Innym razem, historia dokładnie z tą
samą pralka. Po zakupieniu soli do prania firan postanowiłam je
uprać. Załadowałam firanki do bębna, i wsypałam na oko, pól
opakowania soli. Gdy po 10 minutach otworzyłam drzwi łazienki,
zdębiałam. Wypełzła na mnie wprost do przedpokoju ogromna chmura
białej piany!!! Która nie wiedzieć dlaczego wypełzła sobie z
pojemnika do którego zwykle wsypuje się proszek... Tej piany
oczywiście nie tak łatwo było się pozbyć! Ba już, nawet
myślałam, że będę musiała ją w wiadrze wynosić na dwór! Na
szczęście udało mi się spuścić ją z wodą w kiblu i pod
prysznicem... Przy okazji umyłam całą łazienkę, przedpokój i
jeszcze wyprałam kawałek wykładziny przy wejściu do pokoju... Po
prostu full serwis. Jeżeli komuś nie chce się myć kafelek w
łazience wystarczy, że włączy firany do prania, i wsypie pół
opakowania soli do firan. Albo zwyczajnie, jak chcecie zrobić frajdę
dzieciakom to sądzę, że mój pomysł w tej praktyce tez będzie
przydatny. Jakież to infantylne... ;)
Zdarzyło mi się pewnego razu, wraz z
całym białym praniem, wrzucić jedne jedyna wściekło czerwone
majtki. Wściekło też farbowały... A po tym wszystkim, białe skarpetki koszulki majtki i serwetki były różowe...
Teraz o tytułowym kocie w pralce...
Mieliśmy kiedyś kota, straszna łazęga z niego była i zwykł
włazić gdzie popadnie i zasypiać. No chyba, że wszystkie koty tak
mają. A na imię mu było klamor. Na dole w starej pralni stała
stara Frania, a obok niej kosz na pranie do którego mój ojciec
wrzucał szmaty typowo robocze. Kot lubiła sypiać sobie w tym
koszu. Raz go ojciec przywalił jakimś starym owerolem. A Mama
zaraz potem, złapała tyle ile dała radę unieść tych szmat i sru do starej frani. Zamknęła pralkę i włączyła prania. Jak nie
trudno się domyślić z kotem w środku oczywiście. Ale to nie
koniec. Akurat wtedy odwiedziła nas ciocia w podeszłym już wieku.
Udała się w wiadome miejsce za potrzebą. Zawinęła kiecki
opuściła rajtuzy i zasiadła na tronie, A pralka która stała na
przeciwko akurat miała postój... Za szybką w drzwiczkach ciotka
zobaczyła mordkę naszego umęczonego kota. Sama tego nie słyszałam
ani nie widziałam, ale ciotka podobno z histerią i opuszczonymi do
kostek rajtuzami wyleciała na korytarz wrzeszcząc że w bębnie
szatan się wiruje!!! Jak to osoba w jej wieku, była bardzo
wierząca... Kot został odratowany. Na szczęście program prali nie
doszedł do wirowania, wtedy to wyjęlibyśmy futro z kota... Potem biedak przez dwa tygodni chodził do tyłu. Pralkę
omijał szerokim łukiem. Podobnie zresztą jak kosz na pranie...
Trochę krypto reklamy: Polecam książkę
"Kot w pralce" Iwaszkiewicza ;) A teraz lecę zrobić
pranie...
Motyw Rewelacja. Autor obrazów motywu: Hohenhaus . Obsługiwane przez usługę Blogger .
Miejsce w którym można odetchnąć z ulgą...
Ale Lisa Ann ma cycki
Jenni Lee i Bruce Venture w dzikim seksie
Pomalutku powolutku wytryski lecą