Solidnie pojechana

🛑 KLIKNIJ TUTAJ, ABY UZYSKAĆ WIĘCEJ INFORMACJI 👈🏻👈🏻👈🏻
Solidnie pojechana
Australia
Pocztówki z Kings Canyon
By Pojechana , 9 marca 2014
Po Uluru i Kata Tjuta , przyszedł czas na Kings Canyon w Parku Narodowym Watarrka- nasz przedostatni* przystanek na Outbacku . Bezkresne przestrzenie, gotująca się w słońcu czerwień piaskowca, niezwykłe formy krajobrazu i zabójczy upał. Majestatyczny, największy w Australii kanion można podziwiać z… helikoptera, lub podczas trekkingu jedną z dwóch tras (2,6 i 6 km) biegnących wzdłuż jego krawędzi. W głowie może się zakręcić nie tylko z gorąca, ale i z wrażenia, gdyż dróżka wiedzie niepokojąco blisko przepaści. Dołem, wąwozem zielonym liśćmi, pomarańczowym skałami i rozśpiewanym ptakami, prowadzi jeszcze jedna, spacerowa ścieżka. Czapka, wygodne buty, krem z filtrem, dużo wody i w drogę!
*Przedostatni przystanek, bo jeszcze w drodze do Alice Springs (skąd lecieliśmy do Sydney, by rozpocząć swoją podróż do domu), zatrzymaliśmy się zobaczyć kratery po uderzeniu odłamków meteorytu Henbury.
Ciekawi szczegółów australijskiej podróży? Dokładną relację znajdziecie tu: Australia 2013/2014 .
Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardz o mnie ucieszy.
Człowiek od rzeczy niemożliwych, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
Pozwolę sobie uzupełnić o radę praktyczna dla Tych, którzy się wybierają. Trasę pieszą dobrze jest zacząć tuż przed wschodem słońca, mamy wtedy dodatkowe efekty związane z oświetleniem i długimi cieniami. Ze współczuciem patrzymy też na tych, którzy zaczynają iść kiedy słońce zaczyna solidnie dogrzewać, a my już chowamy się do samochodu albo decydujemy się na przelot helikopterem.
Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *
Receive news updates via email from this site
Wróć
Katalog
Książki
Kategorie
Autorzy
Wydawnictwa
Cytaty
Cykle
Serie
Fragmenty
Nagrody
Dodaj książkę
Wróć
Aktualności
Wszystkie
Wydarzenia
Rozmowy
Publicystyka
Varia
Ekranizacje
Wróć
Społeczność
Ranking czytelników
Oficjalne recenzje
Opinie
Konkursy
Forum
Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Scholomance (tom 1)
Tytuł oryginału:
A Deadly Education
Wydawnictwo:
Rebis
Data wydania:
2021-04-13
Data 1. wyd. pol.:
2021-04-13
Data 1. wydania:
2020-09-29
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381882392
Tłumacz:
Zbigniew A. Królicki
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży.
Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę.
Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
wszystkie formaty
papierowe
ebook
audiobook
Wszystkie opinie
Opinie
Video - opinie
Dyskusje
Sortuj
Dodaj opinię, podyskutuj o książce - zaloguj się!
Liczba plusów malejąco
Liczba plusów rosnąco
Data dodania malejąco
Data dodania rosnąco
Ocena malejąco
Ocena rosnąco
Na półkach:
Przeczytane
,
Posiadam
Na półkach:
Przeczytane
,
Posiadam
Na półkach:
Przeczytane
,
Posiadam
,
Egzemplarz recenzencki
,
52 książki 2022
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Copyrights © 2022 Lubimyczytac.pl Sp. z o.o.
Nowa powieść autorki bestsellerowego cyklu „Temeraire”.
Szkoła dla wybrańców obdarzonych magicznymi zdolnościami, gdzie porażka oznacza... śmierć!
Pierwszy tom cyklu „Scholomance”.
Scholomance to szkoła, w której nie ma nauczycieli, wakacji ani przyjaźni między uczniami – tylko strategiczne sojusze. Przetrwanie jest ważniejsze od stopni, gdyż młodzi magowie nie mogą opuścić szkoły, aż ją ukończą lub zginą. Obowiązujące w Scholomance zasady są proste: nie można chodzić samotnie po korytarzach i trzeba się strzec potworów, które czają się wszędzie. Poza tym niektórzy uczniowie praktykują czarną magię, a nawet mordują innych, żeby zwiększyć swoje szanse przeżycia.
Galadriel Higgins, zwana El, potrafi stawić czoło niebezpieczeństwom czyhającym w Scholomance, ponieważ ma ogromną moc. Mogłaby bez trudu pokonać wszystkie grasujące potwory. Problem polega na tym, że równie łatwo mogłaby także zabić pozostałych uczniów...
Jestem naprawdę zaskoczona! Bardzo podoba mi się zamysł świata przedstawionego, wszystko ma swój cel i wyjaśnienie, więc nie trzeba brać niczego „na wiarę”, choć to dzięki wierze uczniów Scholomance w ogóle istnieje.
Podoba mi się główna bohaterka – nie jest słodka i niewinna i często unosi się dumą. Pomyliłam się, co do niej i trochę mi było później wstyd.
Książka nie jest literacką wyżyną, jeśli chodzi o język, ale to młodzieżówka, więc wybaczam. Sam pomysł jest świetny.
Jestem naprawdę zaskoczona! Bardzo podoba mi się zamysł świata przedstawionego, wszystko ma swój cel i wyjaśnienie, więc nie trzeba brać niczego „na wiarę”, choć to dzięki wierze uczniów Scholomance w ogóle istnieje.
Podoba mi się główna bohaterka – nie jest słodka i niewinna i często unosi się dumą. Pomyliłam się, co do niej i trochę mi było później wstyd.
Książka nie...
Pomysł naprawdę dobry. Bardzo lubię motyw szkoły. Ta szkoła była mega dziwna, ale miała swój urok :) Bohaterowie byli ciekawi, choć muszę przyznać, istotna była dla mnie tylko główna bohaterka l i Orion, drugoplanowe postaci jakoś mało mnie obchodziły. Z twórczością pani Novik mam jednak ten problem, że pisze ona tak, że momentami nie wiem o co jej chodzi. Zwłaszcza w dialogach. Opisy również były dość skomplikowane. Książka wymagała ode mnie bardzo dużego skupienia lub przeczytania niektórych zdań po kilka razy, aby zrozumieć sens danego opisu. Jednak fabuła zaciekawiła mnie na tyle, że chętnie sięgnę po następny tom.
Pomysł naprawdę dobry. Bardzo lubię motyw szkoły. Ta szkoła była mega dziwna, ale miała swój urok :) Bohaterowie byli ciekawi, choć muszę przyznać, istotna była dla mnie tylko główna bohaterka l i Orion, drugoplanowe postaci jakoś mało mnie obchodziły. Z twórczością pani Novik mam jednak ten problem, że pisze ona tak, że momentami nie wiem o co jej chodzi. Zwłaszcza w...
Nie oceniam w gwiazdkach bo minęły ponad trzy miesiące, odkąd zaczęłam czytać tę książkę i nie dotarłam nawet do połowy, a dalej czytać mi się nie chce. Gdybym jednak miała oceniać, dałabym 8 za pomysł i to, ile razy się przy tej pierwszej 1/3 książki uśmiałam, i 5-6 za konwencję, która dla mnie jest wyjątkowo toporna. Ta książka jest tak pojechana. Inna, to na pewno, z bardzo oryginalnym systemem magicznym i settingiem oraz główną bohaterką, która jest bucem, ale z jakiegoś powodu nie irytuje. Czytałam to równolegle z „Królestwem Nikczemnych”, więc El była przyjemną odmianą od dość nijakiej Emilii, z którą wybitnie się nie polubiłam. Relacja El z Orionem i jej zjadliwe komentarze do rzeczywistości nieraz mnie rozbawiły. Podobał mi się też jej background, historia z jej matką, komuną i całym tym nurtem new age, oraz tym, jak jest on wpleciony w magię – fajny dodatek, a przy okazji nawiązanie do popularnego obecnie trendu duchowego.
Mam jednak problem z samą historią, kreacją świata, oraz manierą narracji i to problem na tyle duży, że w końcu się poddałam. Z jednej strony doceniam, że autorka, trzymając się wybranej przez siebie konwencji, niczego nam nie wyjaśnia, tylko od razu pokazuje, jak się sprawy mają i teraz żyj z tym, czytelniku. Z drugiej jednak strony, chociaż od razu zostajemy wrzuceni do tytułowego Scholomance i musimy się sami odnaleźć, ta historia jest bardziej opowiedziana, niż przedstawiona, w efekcie czego mamy ściany tekstu pełne informacji, które po prostu męczą. Wprawdzie te humorystyczne wstawki pojawiają się dość często, ale niemniej mnie ta książka znużyła i ostatecznie pokonała. Nie twierdzę jednak, że ostatecznie – możliwe, że wrócę do niej kiedyś, bo ogólnie to, co dotychczas przeczytałam złe nie było.
Jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju, i która tyczy się nie tyle samej książki, co jej marketingu. Nieraz spotkałam się z opiniami, że jest to idealna pozycja dla fanów klimatu i estetyki dark academia, bo taka estetyka rzekomo też jest w tej książce. Otóż nie. Nie zgadzam się z tym ani trochę. Owszem, mamy tajemniczą szkołę (do tego szkołę magii!), mamy stare tomiszcza i magię opartą na językach, więc teoretycznie wszystko się zgadza, ale to tyle. Reszta settingu oraz to, jak ta szkoła jest opisana sprawiło, że mi zdecydowanie zabrakło tego klimatu dark academia, który kojarzy mi się raczej z jesienią, starymi gmachami, gotykiem (literackim i/lub architektonicznym), starymi bibliotekami, mgłą i tajemnicą ściśle związaną z zawiłą, dobrze wyeksplorowaną i wątpliwą moralnością postaci. Tu tego nie ma. Scholomance zdecydowanie bardziej przypomina jakiś steampunkowy panoptykon, w którym odbywa się eksperyment społeczny w stylu igrzysk śmierci. Nie twierdzę, że to źle – wręcz przeciwnie, jest to bardzo ciekawy pomysł, natomiast otoczka medialna, z jaką spotkałam się zarówno w polskiej, jak i zagranicznej społeczności booktube’owej/bookstagramowej potrafi solidnie wprowadzić w błąd w kwestii oczekiwań.
Nie oceniam w gwiazdkach bo minęły ponad trzy miesiące, odkąd zaczęłam czytać tę książkę i nie dotarłam nawet do połowy, a dalej czytać mi się nie chce. Gdybym jednak miała oceniać, dałabym 8 za pomysł i to, ile razy się przy tej pierwszej 1/3 książki uśmiałam, i 5-6 za konwencję, która dla mnie jest wyjątkowo toporna. Ta książka jest tak pojechana. Inna, to na pewno, z...
Chyba jeszcze nigdy nie czytałam takiej książki jak Scholomance. Treść składa się w około dziewięćdziesięciu procentach z przemyśleń bohaterki i prawie nie zawiera dialogów. W środku znajdziemy kilka krótkich wymian zdań i jedynie dwie dłuższe konwersacje (w tym jedną z udziałem bohaterki drugoplanowej). Miejscami wydawało mi się to męczące, wyczekiwałam kolejnej rozmowy pomiędzy postaciami. Miałam wrażenie, że nie mogę przebrnąć przez długie wywody Galadriel, a mimo wszystko, paradoksalnie czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie.
Niektóre opisy są dość skomplikowane. Książka miejscami wymagała ode mnie kilkukrotnego przeczytania danego zdania, zatrzymania się i zastanowienia się nad głębszym sensem.
Wydarzenia były ciekawe, a całe uniwersum dobrze przemyślane. Stopniowo można było lepiej zrozumieć funkcjonowanie wykreowanego przez autorkę świata. Główna bohaterka miała ciekawe przemyślenia i rozbudowany, realistyczny charakter. Inne postaci też były bardzo realistyczne, brakowało mi tylko lepszego pokazania osobowości Oriona. Wydaje mi się, że nie został on potraktowany na równi z innymi bohaterami i właściwie nie było okazji, by lepiej go poznać i dowiedzieć jakim jest człowiekiem (oprócz tego, że szkolnym herosem ;-)).
Zakończenie było dla mnie ciekawym zwrotem akcji. Autorce udało się mnie zaskoczyć, a z pewnością taki był zamysł. Z chęcią sięgnę w najbliższym czasie po drugą część, by dalej śledzić losy Galadriel i jej przyjaciół.
Chyba jeszcze nigdy nie czytałam takiej książki jak Scholomance. Treść składa się w około dziewięćdziesięciu procentach z przemyśleń bohaterki i prawie nie zawiera dialogów. W środku znajdziemy kilka krótkich wymian zdań i jedynie dwie dłuższe konwersacje (w tym jedną z udziałem bohaterki drugoplanowej). Miejscami wydawało mi się to męczące, wyczekiwałam kolejnej rozmowy...
Dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis za egzemplarz do recenzji.
Co by było gdyby „Harry Potter” spotkał się ze „Stranger things”? Mogę sobie wyobrazić, że coś w stylu pierwszego tomu „Scholomance” Naomi Novik. Swego rodzaju Hogwart, ale wywrócony na Drugą Stronę.
Naomi Novik uwielbiam za jej serię o smoku Temerairze, którą spokojnie mogę postawić w TOP5 ulubionych serii fantasy. Dlatego tak bardzo nie mogłam się doczekać aż sięgnę po pierwszy tom „Scholomance” – „Mroczną wiedzę”.
Główną bohaterką książki jest Galadriel, nazwana tak na cześć elfiej królowej z tolkienowskiej trylogii. W skrócie El, co było dla mnie odniesieniem do „Stranger Things”, ale mogę się mylić, (ile popkultura jest w stanie pomieścić El ze śmiercionośnymi mocami?). Jest raczej opryskliwa, niesympatyczna, unika wszelkich znajomości, (do czasu). Trudno ją polubić i ona sama chyba zbytnio siebie też nie lubi.
Poza nią w szkole jest jeszcze wielu innych uczniów, z których najlepiej w trakcie czytania poznajemy Oriona i kilka koleżanek El.
Ale przekraczając mury szkoły, nie ma się pewności czy dożyje się jej końca…
A dlaczego Scholomance jest takim morderczym Hogwartem? Otóż nauka w tej szkole trwa 4 lata, ale w ich ciągu nie opuszcza się murów ani na chwilę. Nie ma tam nauczycieli i nikt nie pilnuje porządku oraz uczniów, chyba że sami uczniowie poprzez sieć skomplikowanych sojuszy i tzw. enklaw. A muszą mieć oczy dookoła głowy, ponieważ żądne krwi złowrogi mogą czaić się w każdym kącie. Żywią się mocą gromadzoną przez uczniów i są stale głodne. Tylko jedna osoba potrafi sobie z nimi skutecznie poradzić – wspomniany już Orion Lake.
I to właśnie Orion jest chyba najsympatyczniejszą postacią w całym Scholomance’owym uniwersum. Chłopak, który od urodzenia miał za zadanie rozprawiać się z potworami, wzbudza podczas czytania najwięcej pozytywnych uczuć, choć nie do końca rozumiem jego przywiązanie do El.
Sama El jest przerysowana w swojej niesympatyczności, zgryźliwości, a zarazem pewności siebie. Ileż to razy czytałam, że „ona zna takie zaklęcie, które by się z tym wszystkim rozprawiło”. Faktycznie wykorzystała swoją moc parę razy, ale częściej się nią przechwalała we własnej głowie. Co prawda jej nastawienie do świata było wytłumaczone i wiązało się z klątwą, którą ją obarczono, ale nie zmienia to faktu, że czasem zwyczajnie męczyła mnie ta postać. Nie rozumiałam jej wrogiego nastawienia do ludzi, którzy wyciągali do niej pomocną dłoń. A i usilne próby zamordowania jej przez inne dzieciaki też wydawały mi się jakieś takie przesadzone.
Nie można odmówić Naomi Novik świetnego pomysłu i ogromnej wyobraźni. Problemem pierwszego tomu „Scholomance” jest natomiast, że mocno czuje się, iż jest to dopiero wprowadzenie do całej historii. Nużą opisy, przez co książka sprawia wrażenie napisanej ciurkiem, czasami przez kilka stron nie trafia się żaden dialog, a to mocno spowalnia czytanie. Fabuła opiera się głównie na przedstawieniu nam działania szkoły, przeplatana jest wspomnieniami El o dzieciństwie i rozważaniami jak tę szkołę w ogóle ukończyć żywym oraz walkami ze złowrogami, które mogą czaić się w każdej dziurze, (choć to doprowadza trochę do powtarzalności scen).
Złowrogi są akurat na plus całej historii. Czytelnik razem z bohaterami ostrożnie stawia każdy krok, wiedząc, że niebezpieczeństwo czyhać może podczas posiłku, brania prysznica czy nawet podczas snu. Wola walki i ukończenia szkoły jest w każdym tak silna, że nie można ufać nikomu, jednocześnie próbując zawrzeć korzystne układy, które pomogą wyrwać się z tego przybytku magii.
Klimatu Scholomance odmówić nie można, jednak odnoszę wrażenie, że dałoby się pierwszy tom trochę zwęzić i pewnie połączyć z drugim. Drugi już czeka na przeczytanie. Novik zostawiła nas z cliffhangerem, który wręcz prosi o sięgnięcie od razu po kolejny tom. Ja jednak muszę odpocząć od rozwleczonego stylu książki i dusznego klimatu niebezpiecznej szkoły. Nie ukrywam jednak, że mimo iż czytałam pierwszą część zdecydowanie dłużej niż zakładałam, przez co trochę się nią zmęczyłam, sięgnę w najbliższym czasie po jej drugą odsłonę.
Dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis za egzemplarz do recenzji.
Co by było gdyby „Harry Potter” spotkał się ze „Stranger things”? Mogę sobie wyobrazić, że coś w stylu pierwszego tomu „Scholomance” Naomi Novik. Swego rodzaju Hogwart, ale wywrócony na Drugą Stronę.
Naomi Novik uwielbiam za jej serię o smoku Temerairze, którą spokojnie mogę postawić w TOP5 ulubionych serii...
Mroczna wiedza i Ostatni absolwent to dwa pierwsze tomy z serii Scholomance
Mimo ze bardzo lubię fantastykę ta konkretna książka do mnie nie przemówiła.Czytając to miałam wrażenie że jest to połączenie Harrego Pottera i Igrzysk Śmierci co mogło by być okej ale jednak okazało się klapą…(nie mniej jednak uważam że jak ktoś lubi harrego pottera powinna mu się spodobać ta książka) niestety styl pisania autorki nie jest dla mnie,nawet nie potrafię wam przedstawić głównej bohaterki ponieważ mieszała się ona z tłumem i nie wyróżniała się niczym szczególnym.Świat opisany na kartkach tej książki nie klei mi się w całość.Fabuła nie była wciągająca i w trakcie czytania książki bardzo się nudziłam, czekałam tylko kiedy będzie koniec…a to chyba nie o to chodzi:(
Pamiętajcie jest to tylko moja subiektywna opinia ! Napiszcie czy wam się podobała ta książka …
Mroczna wiedza i Ostatni absolwent to dwa pierwsze tomy z serii Scholomance
Mimo ze bardzo lubię fantastykę ta konkretna książka do mnie nie przemówiła.Czytając to miałam wrażenie że jest to połączenie Harrego Pottera i Igrzysk Śmierci co mogło by być okej ale jednak okazało się klapą…(nie mniej jednak uważam że jak ktoś lubi harrego pottera powinna mu się spodobać ta...
Książkę, którą można przeczytać na spokojnie w 1 dzień max 3 męczyłam tydzień. Całą fabułę spokojnie można było by napisać w 50 stronach. Czytałam w zasadzie sama nie wiem co, ponad połowę książki zastanawiałam się o co tu w zasadzie chodzi.
Książkę, którą można przeczytać na spokojnie w 1 dzień max 3 męczyłam tydzień. Całą fabułę spokojnie można było by napisać w 50 stronach. Czytałam w zasadzie sama nie wiem co, ponad połowę książki zastanawiałam się o co tu w zasadzie chodzi.
Wszystko byłoby spoko gdyby to był obóz przetrwania a nie szkoła, która zupełnie nie ma sensu
Wszystko byłoby spoko gdyby to był obóz przetrwania a nie szkoła, która zupełnie nie ma sensu
Bardzo dobra książka, chociaż na początku trochę się dłużyła, lecz później akcja toczyła się ciekawie, z prędkością światła. Scholomance to naprawdę Hogwart, w którym nie poradziłby sobie Harry Potter, nawet w towarzystwie Hermiony. El jest specyficzną boha
Paluchem majstruje przy swojej piczce
Studentka pełna seksu uwielbia się kurwić
Blondi z mega dupcią uwielbia analne dymanie