Sekretareczka

⚡ KLIKNIJ TUTAJ, ABY UZYSKAĆ WIĘCEJ INFORMACJI 👈🏻👈🏻👈🏻
Sekretareczka
✔️ Sex Randki >>> ➡️ https://bit.ly/36uTDRf
Roksa Góra Kalwaria. Jesteś zainteresowany niezobowiązującym spotkaniem? Umów się na spotkanie już teraz! Tak fascynujących dziewczyn do tej pory nie. ROKSA GÓRA KALWARIA ️- Chętne na sex panie. Ogłoszenia erotyczne wpforo_xmltki Dziewczyny, Dziwki, Nastolatki, Kurwy, sex oferty towarzyskie i randki Tu. Tag. roksa góra kalwaria. ONLINE. IZA, 48 LAT MAZOWIECKIE. OFFLINE. ANETA, 39 LAT MAZOWIECKIE. Poszukuje mężczyzny w mieście Góra Kalwaria Kontakt do mnie: 70 72 Całkowity koszt połączenia to 3,69zł/min. Lub napisz sms SEX i wyślij pod nr Całkowity koszt wysłania smsa to 3,69zł. Góra Kalwaria ogłoszenia towarzyskie. Anonse Góra Kalwaria – sprawdzone ogłoszenia towarzyskie, sex anonse i oferty erotyczne z Góry Kalwarii, odwiedź Eamore i znajdź swojego SEX partnera w. wpforo_xml, DOJRZALA ANONSE GORA KALWARIA @ Sex Randki Erotyczne z Dziewczynami. Sekretareczka Dupeczka. Zobacz anons. #, Lat: Iza, 48 lat - Zasponsoruje sex spotkanie! Chwytaj hajs! Witamy serdecznie! W naszym serwisie znajdziesz ogłoszenia sponsorek, które chętnie zapłacą za sex spotkanie! Wybierz województwo/obszar Cała Polska Dolnośląskie Mazowieckie Podkarpackie Podlaskie Pomorskie Śląskie Wielkopolskie Zachodnio-Pomorskie Lubuskie Kujawsko-Pomorskie. Amanda, 46 lat - Zasponsoruje sex spotkanie! Chwytaj hajs! Witamy serdecznie! W naszym serwisie znajdziesz ogłoszenia sponsorek, które chętnie zapłacą za sex spotkanie! Wybierz województwo/obszar Cała Polska Dolnośląskie Mazowieckie Podkarpackie Podlaskie Pomorskie Śląskie Wielkopolskie Zachodnio-Pomorskie Lubuskie Kujawsko-Pomorskie. Aneta, 39 lat - Zasponsoruje sex spotkanie! Chwytaj hajs! Witamy serdecznie! W naszym serwisie znajdziesz ogłoszenia sponsorek, które chętnie zapłacą za sex spotkanie! Wybierz województwo/obszar Cała Polska Dolnośląskie Mazowieckie Podkarpackie Podlaskie Pomorskie Śląskie Wielkopolskie Zachodnio-Pomorskie Lubuskie Kujawsko-Pomorskie. randka seks z siostrą żony randki na wpforo_xml roksa góra kalwaria porttal randkowy pierwsza randka tvp 3 sezon sex ogloszenia wyszków randki na śląsku sms od kochanki wini pierdol sie sex oferty dojrzale panie kochanki forum gazeta roksa białystok opinie sex warszawa dziewczyny randka w trójmieście pani szuka pani lento pomorskie sex randki gej matki żony i kochanki seria 2 sex. Jewish Cemetery of Góra Kalwaria. Jew began settling in Góra Kalwaria (Calvary Mountain) in , and by a century later they had attained more than 50% of the city's population. The Tsadik Isaac Meir Rothenberg Alter, brother-in-law to Menahem Mendl of Kotzek, settled here in The Jews called Góra Kalwaria "Gur", or the "New. Gora Kalwaria, Poland. GORA KALWARIA (Yid. Ger; Heb. Gur), town 19 mi. (30 km.) S.E. of Warsaw, Poland. The town, known popularly as Nowy Jeruzalem, obtained a charter in which included a clause prohibiting the settlement of Jews there. Jews were first permitted to settle in the town after it passed to Prussian rule in The majority of Jews in Kalwaria were Hassidic, mainly the followers of the tzadik from Bobowo and Nowy Sącz. Only a few sent their children to secular schools in Cracow and Vienna. Interwar period. During the inter-war period, the Jewish community in Kalwaria was still developing. In , it constituted 25% of the whole population. Góra Kalwaria Czyli Najman posłuchał wykopków i jednak zdecydował się na cyrkowy namiot (͡~ ͜ʖ ͡°) PS: Ta Sandra z pierwszej walki kiedyś miała ogłoszenia na #roksa w Bydgoszczy. Słabe recenzje miała, więc teraz próbuje zaistnieć jako piosenkarka. Góra Kalwaria Czyli Najman posłuchał wykopków i jednak zdecydował się na cyrkowy namiot (͡~ ͜ʖ ͡°) PS: Ta Sandra z pierwszej walki kiedyś miała ogłoszenia na #roksa w Bydgoszczy. Słabe recenzje miała, więc teraz próbuje zaistnieć jako piosenkarka. Góra Kalwaria Czyli Najman posłuchał wykopków i jednak zdecydował się na cyrkowy namiot (͡~ ͜ʖ ͡°) PS: Ta Sandra z pierwszej walki kiedyś miała ogłoszenia na #roksa w Bydgoszczy. Słabe recenzje miała, więc teraz próbuje zaistnieć jako piosenkarka. Góra Kalwaria Czyli Najman posłuchał wykopków i jednak zdecydował się na cyrkowy namiot (͡~ ͜ʖ ͡°) PS: Ta Sandra z pierwszej walki kiedyś miała ogłoszenia na #roksa w Bydgoszczy. Słabe recenzje miała, więc teraz próbuje zaistnieć jako piosenkarka.
Asian supermarket with pho restaurants
Visit google.com/travel to see all your trips
Visit google.com/travel to see all your trips
Nie będzie dodawania pod kreską. Nie będzie odhaczania na liście.
Nie lubię patrzeć wstecz. Zwykle przygnębia mnie szybko
upływający czas, a w dni takie, jak dziś zewsząd docierają do mnie sygnały o
konieczności podsumowania mijającego roku i podjęcia postanowień na te kolejny
nadchodzący rok. Czymże jest ta magiczna zmiana daty? Dzień jak co dzień, tylko
okazja do spędzenia miłego wieczoru jakby narzucona J
A może tak jak w „Lejdis” zacząć świętować sylwestra w
sierpniu? I pogoda ładniejsza, i kac mniejszy, kiedy można wypić lampkę szampana
na świeżym powietrzu… Piwo i grillowany szaszłyk też może być;)
Chciałam tylko podziękować. Podziękować wszystkim bliskim mi
osobom, że SĄ. Są w moim życiu, są ze
mną, są obok mnie. Są blisko, są daleko. Tym wszystkim, którzy są daleko
dedykuję piosenkę z Twojego panteonu, Kochana IPP…
Kochana! Życzę Ci, aby w twoim życiu zawsze było czerwono.
Baaardzo czerwono. I sobie też tego życzę… I wszystkim czytaczom także :*
Prawie zawsze pamiętam co mi się śniło. No, może nie
wszystko i nie dokładnie, ale pamiętam.
Kiedy w czasie studiów na zajęciach z psychologii
zafascynował mnie Freud i jego teorie, to właśnie temat snów w jego ujęciu
bardzo mnie zainteresował.
„Sen jest spełnieniem życzenia” – głosił. Mówiąc w skrócie, kneblujemy
wtedy pysk swojemu nadwornemu cenzorowi i dopuszczamy do głosu swoje ukryte gdzieś
głęboko myśli, pragnienia, emocje i wszystko to, co ten nasz cenzor wychwycił i udusił w zarodku.Wiemy też, że wg niego sny są fantazją
rekompensującą nam niespełnione pragnienia. Freud przypisał też wielu widzianym
we śnie przedmiotom czy zjawiskom konkretne symboliczne znaczenie.
„Hmm… To
nieźle gotuje się w tej mojej czaszce czasem” – pomyślałam niejednokrotnie.
Śnię o ludziach, miejscach, sytuacjach. Rzadko zdarza mi się
śnić o rzeczach nierealnych. W snach pojawiają się twarze, słowa, emocje. Często
przerabiam we śnie jakieś sytuacje z życia codziennego, czasem nawet śni mi się
ciąg dalszy historii realnych.
I tak często, gdy otworzę oczy, jestem zawieszona między tym
co realne a tym co jedynie było marzeniem sennym. Budzę się i myślę o tym, co
mi się śniło. Bywa, że cały dzień mam wyjęty z życiorysu, bo sen tak mocno
wpłynął na mnie, że nie jestem w stanie się skupić na niczym innym. I zlana
potem też się budzę czasem w środku nocy. I z przyjemnymi „motylami w brzuchu”
także. I z refleksją nad życiem też mi
się zdarza.
Nie potrafię jednak przypisać obrazom widzianym we śnie
konkretnych znaczeń. Czasem przypomni mi się zasłyszane gdzieś lub wyczytane
”znaczenie” ale wydaje mi się, że moje sny są nader realistyczne by je jeszcze
bardziej tłumaczyć. Czasem czuję się jak
bohaterka niezłego kina. Czasem jest to kino akcji, czasem tanie romansidło, a
bywa, że i thriller. Przeważnie widzę wszystko
swoimi oczami, ale czasem jestem obserwatorem jakby z boku. I jedno i drugie
jest zawsze bardzo, bardzo realne.
Obrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wiem jedno. Nie mogę zapomnieć niektórych
snów.
W temacie muzycznych podróży, chciałam byś co jakiś czas usłyszała coś, co gra w moje głowie, w moim sercu, we mnie.
And I will love you, baby - Always
And I'll be there forever and a day - Always
I'll be there till the stars don't shine
Till the heavens burst and the words don't rhyme
And I know when I die, you'll be on my mind
Czasem odpowiednia do nastroju, czasem zupełnie znikąd.
Muzyka przywołuje we mnie wspomnienia: obrazy, głosy, czasem nawet zapachy.
Kojarzę konkretne piosenki z konkretnymi ludźmi, sytuacjami, miejscami.
Od kilku dni odkurzam ukochane płyty
Zaplątałam się w jedną z ukochanych piosenek.* Od dwóch dni brzmi nieustająco w mojej głowie...
Ona wraca co jakiś czas na zmianę z tą najukochańszą...
I wanna lay you down in a bed of roses
For tonight I sleep on a bed of nails
I want to be just as close as the Holy Ghost is
Jakże często słyszę: „Mamy ciche dni”, „Znów poszło o byle
bzdurę…”, „Z dupereli zrobiła się mega awantura”.
I nie tylko słyszę. Często jestem czynnym uczestnikiem wojny
domowej w postaci ostrej wymiany zdań, albo co gorsze, przemilczenia czegoś co za chwilę
staje się motorem zapalnym do wspomnianej wojny.
O co się kłócimy? O WSZYSTKO. O nie pozmywane gary i inne
domowe „widzimisię” (Kto? Kiedy?), o pieniądze(Na co? Po co? Czy to
konieczne?), o decyzje ( A po co? A dlaczego?
A może inaczej?) o nicnierobienie ( dziś ja… , o wszystko robienie( a ja dziś….)
i o cały milion innych rzeczy, które w swym pierwotnym istnieniu raczej nie
wyglądają na takie co do kłótni mogą prowadzić.
Kłótnie o duperele. Kiedy to jakieś nic nie znaczące słowo,
gest, zachowanie, a nawet rzecz staje się iskrą co rozpala ognicho. Lawiną
sypią się słowa, a wyrzucane z siebie kolejno sytuacje wygrzebane w pamięci: „…a ja to mam do ciebie to…” strzelają w nas
jak kulki paintballa. Oko za oko, ząb za ząb.
I tak do kulminacji: albo któreś
spasuje, albo się kiedyś pozabijamy(nie
no, może nie tak dosłownie).
Słowa wywrzeszczane w kłótni skutecznie i często
zapadają w pamięci moszcząc sobie
wygodne legowiska w naszych głowach i co jakiś czas przypominają, że padły i
zapadły. Głęboko w nas.
Dziś zostałam poproszona o radę(czyżby mój staż w związku
był już tak długi że zaczynam być Ciocią-Dobrarada?): co zrobić, gdy się nie można
dogadać? Jak zawalczyć o harmonię, gdy panują „ciche dni”?
Szczerze mówiąc o cichych dniach niewiele mogę powiedzieć,
bo takowych nie miewam. Jestem z natury gadatliwa, a dążenie do świętego spokoju oznacza dla mnie dogadanie
się, a nie przemilczenie. Wiem, że takie
przemilczane rzeczy prowadzą ZAWSZE
tylko do jednego: że kiedyś odbiją nam się czkawką. Cichym dniom mówię stanowczo NIE!
Skłoniona do refleksji zaczęłam się zastanawiać, co tak
naprawdę mogę powiedzieć o międzypłciowych spinkach?!
Przede wszystkim to, że
za często (!!!) w trakcie narastającego konfliktu rzucamy się w wir
wypominek i odgrzebujemy jakieś nie rozwiązane sprawy, wywlekamy sprawy sprzed czasu jakiegoś, powtarzamy w kółko to,
czego tak naprawdę jeszcze nie przetrawiliśmy od ostatniego(czy jakiegoś innego
zamierzchłego) czasu.
To mnie najbardziej boli. Zawsze. I wiem, że i ja tym ranię.
Mimo przepracowania pewnych rzeczy nie umiem(y) tego zaprzestać. I wiem, że
wiele znajomych mi par tak ma. Pewnie każdy kiedyś wywlókł z przeszłości taki „argument
nie do podważenia” w trakcie kłótni. I to błąd. Kajam się i kuźwa obiecuję sobie za każdym razem, że nigdy
więcej…
Coś ważnego jednak tkwi w kłótniach. One nas umacniają. O
ile nie obrzucamy się bolesnymi wyzwiskami tracąc z oczu przedmiot owej gorącej
wymiany zdań, nie krytykujemy się (no
wiem, to w kłótniach częsty grzech), nie
poniżamy i nie szantażujemy, to przeważnie takie uwolnienie emocji pomaga
zwalczyć problem. O ile taka wojna na
słowa będzie preludium do konstruktywnego obgadania sprawy, do rozmowy i do kompromisu. Jak już emocje opadną.
ROZMOWA, ROZMOWA I JESZCZE RAZ ROZMOWA.
Ludzie coraz mniej ze sobą rozmawiają, no bo przecież nie ma
czasu, nie ma o czym, są ważniejsze zajęcia…
Gadajmy ze sobą. Mówmy o swoich uczuciach, o tym co nas
boli, czego nie lubimy, co kochamy, a co nas wkurza. Rozmawiajmy o nas, o
wszystkim co nas otacza. O duperelach gadajmy: o durnym programie w tivi cośmy
widzieli, o sąsiadce, co łypie okiem na wszystkich i wszystko wie, o natrętnym kliencie w pracy, co go
chcieliśmy walnąć czymkolwiek(ale nie wolno), o tym co będziemy robić w
weekend, o serniku cioci Basi ,
Nie duśmy w sobie uraz, bo za chwilkę niedokręcona śrubka,
niedomyty talerz czy niedogotowane ziemniaki tak się nam spiętrzą, że nie
będziemy wiedzieć o co do cholery tak naprawdę nam chodzi!!!To jest sedno
całego tego zamieszania z kłótniami. One były, są i będą. Czasem dają w kość,
ale często oczyszczają.
ROZMOWA, ROZMOWA i jeszcze raz ROZMOWA!
PS. Zazdroszczę koleżance samodzielnego mieszkania. Przynajmniej
możecie się czasem spokojnie, zdrowo, oczyszczająco między sobą pokłócić J
Zachwycona znalezionym gdzieś w sieci obrazkiem zaczęłam się
zastanawiać nad podziałem obowiązków domowych.
U nas NIE MA podziału. Małż wychowany w patriarchalnym domu,
gdzie mężczyzna jest Łowcą a kobieta masą sprzątająco-gotującą, powiela ten
model w naszych czterech ścianach.
Skarpety same NIE WĘDRUJĄ do kosza na brudy. Wstawione do
zlewozmywaka talerze NIE MYJĄ SIĘ, albowiem Łowca uważa, że wstawione tam się
równa pozmywane. Papier do tyłka rośnie w łazience, lodówka ma cudowną moc samo
napełniania swoich czeluści. Inne zjawiska paranormalne to na przykład
nieustanne klonowanie się wspomnianych skarpet nieczystych. Chyba mieszkamy w nawiedzonym domu… Generalnie
pralka JEST. I tyle. Co się tam dzieje, jak się tam dzieje, to już zagadka. Jesteśmy w posiadaniu też innych
standardowych urządzeń domowych, jednakże ich działanie jest dla Łowcy wielką
niewiadomą. A może raczej kolejną TAJEMNICĄ POLISZYNELA. Posiadamy jeszcze jedno dziwne miejsce.
FOTEL. Że z czym on taki dziwny jest?
Ano to idealne miejsce na ubrania. Te ZA CZYSTE DO PRANIA A DO SZAFY ZA BRUDNE.
Jedyne urządzenie jakie łowca uważa za swoje to trzydziestosiedmiocalowy
hajdefiniszyn wyświetlacz obrazów
różnych, a w szczególności kanałów z obrazami typowo dla samców przeznaczonych.
Walka O WŁADZĘ w postaci pilota do
tegoż mrugacza kolorową treścią, jest
dla łowcy priorytetem najświętszym ze świętych wieczorową porą, po łowach. Utrata
WŁADZY skutkuje często
poirytowaniem Łowcy I NERWOWYM POSZUKIWANIEM, które kończy błogie „uff!”.
Strategia poszukiwań różnego rodzaju przedmiotów w domu ogranicza się do
poszukiwania grupy wsparcia w postaci SWOJEJ POŁOWICY… Łowca GOTUJE. A i
owszem. Wodę na herbatkę, na kawkę.
Łowca sprząta. A i owszem. Przewracając do góry nogami mieszkanie
zaprowadza porządek raz na jakiś czas ,
jednakże pokrzykuje przy tym okropnie i POŁOWICA
każdorazowo ma wyrzuty sumienia, że też ZNÓW O TO POPROSIŁA. Raz na jakiś czas
oznacza, że gdyby TYLKO Łowca szalał z
mopem, to wokół nas utworzyłyby się nowe formy życia i do następnego razu z
pewnością wynalazłyby już koło.
Czy jednak trzeba być
smutnym z tego powodu?
Ja nie jestem. Niech sobie Łowcy polują, niech dalej myślą,
że mamy cudowną lodówkę i samorozmnażający się papier w kiblu. Niech kupują jedną rzecz z czterech, o które
poprosimy by przynieśli do jaskini.
Ważne by nas kochali, by przy nas byli. I BYŚMY ŻYLI TAK, BY
I ŁOWCY I JEGO POŁÓWCE BYŁO DOBRZE. Jeśli założymy od początku, że będziemy
prać te cholerne skarpety i robić kanapki, to nie narzekajmy, że u nas w domu
tak jest. Skoro mnie i mojemu Łowcy taki
układ odpowiada to do jasnej cholery, te szumne stwierdzenia o konieczności
podziału obowiązków wsadzam między
bajki. Nie wyobrażam sobie, żeby mój łowca piekł drożdżówkę czy robił pierogi.
Owszem, kiedy potrzebuję męskiej ręki, zetrze ziemniaki na placki, wyrobi
ciasto czy rozklepie schaboszczaki. I na takich prośbach poprzestaję. Mnie tak odpowiada. Ja nie zmieniam oleju w
silniku naszego samochodu, nie wiercę dziur w ścianie, nie wrzucam węgla do
piwnicy. Obowiązki się same podzieliły.
Ktoś kiedyś wymyślił
określenie na współistnienie kobiety i mężczyzny w domu: PODZIAŁ OBOWIĄZKÓW
DOMOWYCH.
I stąd całe to
zamieszanie. A czy nie prościej jest żyć tak, by było nam obojgu łatwo?
Nie walczyć o wyraźną linię podziału, a żyć po prostu tak,
byśmy OBOJE(!!!) byli usatysfakcjonowani?
Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że ktoś może mi współczuć.
Idę sprawdzić czy lodówka
się samonapełniła. I upiekę szarlotkę.
Etykiety: początek, Igella
codziennik ,
małe wielki sprawy ,
ona i on
Etykiety: początek, Igella
codziennik ,
ona i on
Etykiety: początek, Igella
codziennik ,
małe wielkie sprawy ,
ona i on
IPP… Ilekroć myślę o tym MURZE to mnie szlag trafia. Ktoś
kiedyś mi powiedział (mądrze?), że LEPIEJ ŻALOWAĆ CZEGOŚ, CO SIĘ ZROBIŁO, NIŻ
ŻAŁOWAĆ ŻE SIĘ NIE SPRÓBOWAŁO.
A jak to się ma do
rzeczywistości? Jak dla mnie i tak źle i tak niedobrze. Gdybym dawno temu
podjęła inną decyzję, nigdy byśmy się nie poznały. Gdybym drugi raz zrobiła
inaczej niż zrobiłam, pewnie nie byłabym na tym zakręcie od którego zmieniło
się moje życie. Na zawsze. Wiraż NIGDY się
nie skończy, a ja pędzę z zawrotną szybkością i ciągłą obawą, że wydachuję. Gdybym
trzeci raz wybrała wariant „B”, prawdopodobnie dziś niektóre decyzje przyszłyby łatwiej, a być
może punkt kontrolny, do którego
zmierzam byłby już za mną.
Zastanawiam się, JAK TERAZ wyglądałoby moje życie??? Gdzie bym była? Jaka bym
była? Jak by było? Maluję oczyma wyobraźni liczne obrazy, czasem przychodzą
same, we śnie, w zadumie.
Może byłabym teraz zupełnie innym człowiekiem.
Może nie miałabym tych zmartwień, które mam. Ale pewnie
miałabym inne.
Etykiety: początek, Igella
małe wielki sprawy ,
ona i on ,
wspomnienia
Etykiety: początek, Igella
codziennik ,
małe wielkie sprawy
Pamiętam
siebie sprzed lat – nastolatkę energiczną, uśmiechniętą, zapatrzoną w… Jezusa.
Tak. W tamtym czasie zdawało mi się, że Jezus jest moim najbliższym
przyjacielem. Zabawne? Wkrótce wszystko się zmieniło. Studia, pierwsze własne
doświadczenia z księżmi – łącznikami między nami a nim, Bogiem. I te straszne
rozczarowania. Ta hipokryzja! Ten władczy ton wszechwiedzących i nieomylnych.
Później było już tylko gorzej. Afery, pedofilia, niemoralna fikcja, jaką jest
celibat. To wszystko pod płaszczem pięknych haseł: aborcja nie/pedofilia tak! I
tak oto zacofany, ksenofobiczny i populistyczny kościół stracił
kolejną owieczkę. Nie jest tajemnicą, że takich owieczek, jak ja są tysiące. Dla
własnego bezpieczeństwa, dla zapewnienia sobie jako takiego trwania kościół
powinien, jak sądzę, ograniczyć swoją działalność, ograniczyć swoje macki,
którymi pragnie bestialsko nas obmacywać w zaciszu konfesjonału (na własny użytek
sycąc się szczegółami z niejednej sypialni). Niech kościół zamilknie, by nie
tracił już ludzi, którzy wciąż przy nim trwają wbrew logice (taką osoba jest mój
mąż, któremu przyglądam się z mieszaniną podziwu i zdziwienia). Niech kościół
spróbuje wyczyścić swe szeregi z ludzi niewiele mających wspólnego z Bogiem, a
tworzących media siejące nienawiść i pragnące rozłamu społecznego. Dla przykładu
kochani, proponuje w jeden wieczór obejrzeć fragment TVN-owskich Faktów, a
zaraz potem informacje z telewizji ojca dyrektora. Ubaw i trwoga gwarantowane.
I ostatnia rzecz. Ja się nie godzę na rolę i pozycję kościoła w Polsce. Ja się
nie godzę na to, by aptekarz odmawiał mi lekarstwa powodowany sumieniem (?), ja
się nie godzę na szczucie lekarzy, którzy mogą i chcą w swej profesji pomagać
małżeństwom, jak moje, wkraczać w rodzicielstwo. Ja mam dość kościoła – tej potężnej
machiny, która w Polsce ma się tak dobrze. Jakież to smutne. Mogę szukać Boga w
sercu, w naturze, w naukach światłych duszpasterzy (np. kardynała Carlo Martini,
który otwarcie popierał związki homoseksualne, czy stosowanie prezerwatyw), ale
nie w polskich kościołach. IPP
Nowa, świeża, pełna zapału i emocji.
Powstała nagle, choć nim zaistniała w wirtualnym świecie dojrzewała troszeczkę.
Teraz już żyje sobie w blogosferze, popija kawkę z pianką i przygląda się otaczającej rzeczywistości.
Olbrzymie balony animowanej dupeczki 3D
Brazzers – Cassidy Klein The Wettest Dream
Słodkie laski mają piękne szparki