Przyjemny staruch

⚡ KLIKNIJ TUTAJ, ABY UZYSKAĆ WIĘCEJ INFORMACJI 👈🏻👈🏻👈🏻
Przyjemny staruch
To słowo na
dłuższą chwilę wypełniło cały umysł Esther. Więc to był on? Nerwowo założyła kosmyk włosów za ucho. Czuła jak jej palce
zaczynają żyć własnym życiem i nie mogąc znaleźć sobie miejsca, splatały się ze
sobą niespokojnie.
— Więc
buchnęłaś nóż samemu Alfie Klanu Energii? — spytała z niedowierzaniem Ruby.
Jednak nie mogła przecież zaprzeczyć temu, co trzymała w dłoni. — Nie, ten
staruch by się tu nie pofatygował. Więc mógł to być tylko jego syn — oznajmiła
ciemnowłosa, po czym przeniosła przenikliwe spojrzenie na Esther. — Czy to był
Caspian Devon?
— Nie wiem…
możliwe — wydukała cicho. To wszystko nie miało sensu. Przysłali tu samą prawą
rękę Alfy, jego własnego syna, a przecież każdy słyszał historie o jego sile,
umiejętnościach, wyrachowaniu i oddaniu względem ojca. A teraz on nie tylko
wróci bez niczego, ale jeszcze darował życie komuś, kto udaremnił jego wyprawę!
To do niego niepodobne.
— Esther, skup
się. Jeśli to rzeczywiście był on, to jakim cudem… — przeciągając każde słowo,
zlustrowała Swan wzrokiem z góry do dołu — ty wciąż żyjesz i masz się dobrze? —
dokończyła, niemal odczytując myśli blondynki.
— Widocznie twoje
lekcje nie poszły w las. Umiem się obronić. — odparła równie niepewnie co
wcześniej. Słysząc te słowa, Ruby w ostatniej chwili powstrzymała się przed
parsknięciem śmiechem. Obie wiedziały, że brzmiało to co najmniej niedorzecznie
i nieprawdopodobnie. Ale mając na uwadze otaczającą ich grupkę mężczyzn,
Alvarez nie ciągnęła tematu, dając do zrozumienia, że tymczasowo kupuje tę
wersję.
— Mamy większy
problem — wtrącił jeden ze stojących obok przedstawicieli Klanu Ognia. Wszyscy
spojrzeli na niego z uwagą. — Jak oni się tutaj w ogóle dostali?
Rzeczywiście , olśniło Esther, choć
sądząc po minach reszty oni też pominęli wcześniej ten szczegół. Każdy Klan ma
swoje główne siedziby, do których można dostać się przez portal. Jednak mogą go
otworzyć jedynie osoby znajdujące się wewnątrz. Jest to swego rodzaju
zabezpieczenie dające pewność, że żaden nieproszony gość nie przedostanie się
na teren Żywiołu. A skoro Klan Energii bez przeszkód znalazł się w Targes,
siedzibie Klanu Ognia, to wniosek nasuwał się sam.
— Mamy szpiega.
— Myśl kotłująca się w umysłach wszystkich zebranych została wreszcie
wypowiedziana na głos. — Ktoś stąd musiał otworzyć im portal. Nie ma innej
możliwości.
— Powiadomcie
wszystkich. Trzeba go odnaleźć. Natychmiast — warknął inny mężczyzna. Jego
oschły i stanowczy ton skłonił wszystkich do błyskawicznych działań. Takie
rzeczy nie zdarzają się tu często i są największą hańbą dla dowodzących, jeśli
szpieg nie zostanie schwytany. A kary są bezwzględne.
Wyznaczonych
ludzi niemal od razu podzielono na mniejsze grupy i rozesłano we wszystkie
strony. Ruby również włączyła się w poszukiwania. Jedynie Esther — jako
przedstawicielka Klanu Wody — była w tym wypadku nieużyteczna, gdyż nie umiała
wyczuć siły ognia użytej do otworzenia portalu w Targes. A to właśnie ten ślad
był głównym tropem do odszukania i pochwycenia zdrajcy. Odprowadzono ją więc do
jednego z pokoi.
— Mają go —
twardy głos Ruby sprawił, że Swan zerwała się z krzesła. Od paru godzin nie
miała żadnych informacji na temat postępów poszukiwań, więc krótki, choć jakże
wymowny, raport od przyjaciółki jeszcze bardziej pogłębił jej ciekawość.
— Kto to? —
spytała natychmiast, nie mogąc już dłużej czekać. Alvarez natomiast opadła
ciężko na krześle i zaciskając mocno pięści, skrzywiła twarz w pełnym
nienawiści grymasie.
— Jeszcze nie
wiem. Ale jak się dowiem, to… — urwała, gniewnie wypuszczając nosem powietrze.
Odetchnęła kilkakrotnie, próbując opanować emocje i przywrócić sobie
profesjonalny ton. Była przecież w pracy.
Blondynka
uważnie obserwowała każdy jej ruch. Tym się właśnie różniły. Ruby nigdy nie
pozwoliłaby sobie na chwile słabości, braku rozwagi i opanowania, co było z
kolei typowe dla Esther. Jedynie wspominanie Ethana oraz sytuacje, w której
Swan była w niebezpieczeństwie sprawiały, że ciemnowłosa reagowała impulsywnie.
Jeśli ktoś nigdy nie widział jej w żadnej z powyższych momentów, to z całą
pewnością miał ją za głaz bez uczuć. Zimny, nieczuły głaz.
— Ruby
Alvarez. — Drzwi pokoju otworzyły się nagle i stanął w nich wysoki,
wyprostowany mężczyzna. Ciemnowłosa wstała, słysząc swoje imię. — Proszę ze
mną.
Bez pytań
wykonała polecenie i skierowała się do wyjścia. Blondynka patrzyła niepewnie na
całe zajście. Co to wszystko ma znaczyć? Dostrzegła,
jak mężczyzna nachyla się lekko do ucha jej przyjaciółki.
— Mam
nadzieję, że masz coś na swoją obronę — powiedział cicho, po czym znów
wyprostował się i zatrzymał wzrok na jasnowłosej. — Esther Swan, ciebie też to
dotyczy. Idziemy.
Wzdrygnęła
się, czując na sobie naglące spojrzenie wszystkich. Już otworzyła usta, by coś
powiedzieć, gdy momentalnie zgromił ją wzrok Alvarez. Z trudem powstrzymując
się od zadawania pytań, ruszyła za mężczyzną i Ruby. Nie rozumiała, dlaczego
choć dotychczas była ignorowana, teraz nagle czegoś się od niej oczekuje.
Zważywszy na napiętą atmosferę, taki zwrot nie mógł oznaczać nic dobrego.
Stosunkowo
szybko cała trójka znalazła się w dużej sali. Mimo iż za oknem była już noc,
wewnątrz oświetlenie ograniczono do minimum. W panującym półmroku dało się
jedynie dostrzec sylwetki kilku osób stojących nieopodal.
— Już jesteśmy
— oznajmił mężczyzna, który przyprowadził obie dziewczyny.
— Bardzo
dobrze. Teraz zostaw nas samych — rozkazał jeden z obecnych, podchodząc bliżej.
Jego polecenie spotkało się z natychmiastowym wykonaniem. Gdy tylko drzwi się
zamknęły, ten sam niski mężczyzna w średnim wieku kontynuował — Jak już pewnie
wiecie, w naszym Klanie był szpieg. Kara go nie ominie. Jednak niepokojące są
jego zażyłe stosunki z przynajmniej jedną z was. — Po tych słowach machnął
ręką. — Wprowadzić go.
Chwilę potem
po pomieszczeniu rozległ się dźwięk brzęczących łańcuchów obijających się o
podłoże. Dwóch rosłych strażników poganiało więźnia, popychając go do przodu
tak, że omal się nie przewrócił. Nawet w panującym półmroku było widać, że
kuleje. Najwyraźniej był już po przesłuchaniu .
Gdy znalazł się wreszcie w odległości kilku kroków od dziewczyn, na jego
posiniaczoną i zakrwawioną twarz padł snop światła. Na ten widok Esther
pobladła, a nogi momentalnie się pod nią ugięły.
— Jak długo byliście
parą? — spytał wprost niski mężczyzna, przyglądając się uważnie Ruby. Swan
wręcz czuła, jak jej przyjaciółka drgnęła na to słowo. Nigdy nie kwalifikowała
tak swoich relacji z mężczyznami. Z drugiej strony ten nagły dreszcz na ciele
Alvarez mogło wywołać samo pytanie wskazujące, że dużo o niej wiedzą, skoro
pytają o tak prywatne sprawy.
Esther
patrzyła na nią oniemiała, nie dostrzegając na twarzy ciemnowłosej żadnych
emocji. Ona, choć widziała się z Jamesem tylko przelotnie i nie znała go zbyt
dobrze, nie mogła pogodzić się z myślą, że stoi właśnie przed nią jako zdrajca.
Przecież dopiero co wczoraj był u nich w mieszkaniu! Właśnie… wczoraj. Kiedy
ona całą noc pracowała w Targes przy papierach, James był w tym czasie u Ruby. Przychodził
za każdym razem, gdy ta była sama. Był więc zawsze pierwszy informowany, kiedy
Esther wychodzi, mógł też wiedzieć po co, gdzie i na jakim etapie są
poszukiwania Wybawcy. Wszystkie informacje miał na wyciągnięcie ręki i
niejednokrotnie z tego korzystał. Swan przypomniała sobie, jak przy ich
przelotnych spotkaniach pytał, co już mają i czy to ważne. Wtedy nie
przypuszczała, że wykorzysta to przeciwko nim. Lubiła go i naprawdę szczerze mu
ufała.
— …czy to
wszystko? — spytał nagle mężczyzna. Esther otrząsnęła się z rozmyślań i
spojrzała na obecnych. Zorientowała się, że to pytanie nie padło jednak nagle . Rozmowa trwała od paru minut,
jedynie blondynka odpłynęła myślami i wyłączyła się całkowicie na
rzeczywistość.
Mimo iż Ruby nawet
nie patrzyła w stronę Jamesa, z pewnością czuła na sobie jego uporczywe
spojrzenie. Nie chciała patrzeć mu w oczy, mogłaby wtedy poczuć coś, co
kazałoby jej współczuć lub, co gorsza, bronić zdrajcę. Teraz trzeba było
odsunąć emocje na bok i rozsądnie spojrzeć na całą sytuację. James to szpieg i
tylko to jest w tej chwili istotne.
Alvarez sama
nie angażowała się zbytnio w ich relację, więc czuła się usprawiedliwiona,
wiedząc już, że także chłopak nie miał na celu zbudowania prawdziwego związku.
Oboje nie wkładali w tę więź uczuć, właściwie łączyło ich tylko łóżko. Może
sądził, że jeśli bardziej zbliży się do Ruby, to wyciągnie z niej więcej
informacji. Źle trafiłeś, chłopczyku , przeszło przez myśl ciemnowłosej. Właśnie
tym naiwnym krokiem natychmiast się zdyskwalifikował. W jej przekonaniu poważny
związek mógłby ją zdekoncentrować i osłabić, więc od razu ucinała każdą
relację, która stawała się zbyt zażyła. Nie ominęło to również Jamesa. Pewnie
mając na uwadze, że już nic więcej się od niej nie dowie, postanowił działać
szybko. Stąd ten nagły atak na Targes.
— Swan. Jakie
poufne informacje zostały mu przekazane? — dziewczyna momentalnie poczuła
nieprzyjemny ucisk w brzuchu, a dłonie zaczęły jej drżeć. O co ją podejrzewają? Że niby świadomie pomagała zdrajcy?
— Ona nie ma z
tym nic wspól… — urwał pojmany, gdy nagle wymierzono mu mocny cios w żebra.
Skulił się lekko i przeklął pod nosem. Jeszcze nie tak dawno jego umięśniona, wytatuowana sylwetka budziła lęk i szacunek. Teraz, skuty łańcuchami i pobity, wywoływał jedynie litość i żal. Choć nie u wszystkich...
— Milcz! —
warknął niski mężczyzna, po czym znów skierował wyczekujące spojrzenie na
Esther.
— Praktycznie
nie rozmawialiśmy. Wiem tylko tyle, że syp… — ucięła zmieszana — że spotykał
się z Ruby.
— Przyznał
się, że grzebał w twoim komputerze i dokumentach — zaznaczył mężczyzna, czym
ściągnął na siebie zdziwione spojrzenie blondynki. Szybko przejrzała w myślach,
co mógł znaleźć. Odetchnęła z ulgą, dochodząc do wniosku, że najważniejsze,
poufne dane są zabezpieczone w Targes, a nie w jej prywatnym mieszkaniu.
— Nie mógł tam
znaleźć nic ciekawego — odparła. — Zresztą mogę udostępnić swój sprzęt i sami
ocenicie.
— Już to
zrobiliśmy — stwierdził mężczyzna. Esther otworzyła usta zaskoczona.
Więc byli już moim mieszkaniu, fantastycznie ,
jęknęła w myślach, wyobrażając sobie bałagan jaki niewątpliwie po sobie
zostawili.
— Będziemy
mieli was na oku — dodał, marszcząc brwi z konsternacją. — A teraz
najważniejsze — powiedział, prostując się nagle i zwracając w stronę pojmanego.
Nastała chwila ciszy, dodająca powagi i znaczenia słowom, które miały zaraz
paść. — Jamesie Sullivan, w imieniu całego Klanu Ognia i w zgodzie z prawami
Kodeksu, które świadomie złamałeś, za zdradę i działanie na szkodę własnego
ludu, skazuję cię dziś na najwyższy wymiar kary. — Ostatni raz spojrzał w oczy
szpiega. — Wykonać.
Esther cała
drgnęła, gdy dotarło do niej, czego właśnie jest świadkiem. Poderwała się do
działania, jednak zatrzymał ją stanowczy uścisk Ruby. Zrozpaczona swoją
bezsilnością, wychwyciła krótkie spojrzenie Jamesa i odczytała z jego ust ciche
„przepraszam”. Łzy napłynęły jej do
oczu, a palce Alvarez mocniej zacisnęły się na jej ramieniu, powstrzymując blondynkę
od zrobienia czegoś nierozsądnego. Przed oczami błysnęło jej metalowe
narzędzie, które sekundę potem przebiło na wskroś ciało Jamesa. Chłopak jeszcze
przez chwilę utrzymywał równowagę, napinając wszystkie mięśnie, jednak szybko
uleciały z niego całe siły. I życie. Opadł bezwładnie na twardą posadzkę, a
mężczyzna stojący za nim, wyjął szybko zakrwawiony miecz z jego pleców.
— NIE! —
pisnęła Esther, zalewając się łzami. — Co wyście zrobili?!
— Uspokój się,
Swan. Zasłużył — warknęła Alvarez, przyciskając przyjaciółkę bliżej siebie i
zatrzymując wszystkie jej gwałtowne ruchy. Odwróciła głowę blondynki tak, by
nie patrzyła na martwe ciało.
Na niej samej
widok trupów nie robił już większego wrażenia. Uodporniła się na to odkąd była świadkiem
innej śmierci. Ten obraz wciąż nie daje jej spokoju we śnie, a jednocześnie
przypomina jej, dlaczego odnalezienie Wybawcy i zakończenie wreszcie tych
wojen, spisków jest sprawą priorytetową. Gdy podczas jednej z walk między
Klanami na własne oczy widziała śmierć narzeczonego, Ethana, poprzysięgła
sobie, że jego poświęcenie nie pójdzie na darmo. Bólu, jaki w tamtej chwili
rozerwał ją na wskroś, nie zapomni do końca życia. Jej świat runął i do dziś go
nie odbudowała. Stworzyła jedynie w umyśle iluzję normalności, wmawia sobie i otoczeniu,
że pogodziła się ze stratą i idzie dalej. Spotyka się z innymi mężczyznami, by
udowodnić sobie, że wciąż potrafi czuć. Jednak to na nic. Gorycz, pustka i
potworny ból jaki w niej został nie pozwala na nowo posklejać strzępków jej
serca. Skoro więc nie umie już kochać, z pełną determinacją skupi się na
spełnieniu przepowiedni i zaprowadzeniu powszechnego pokoju wśród Żywiołów.
Tak, by już nikt nigdy nie cierpiał tak jak ona.
Od czasu
egzekucji Jamesa minęło już kilka dni. Przyjaciółki nie poruszały więcej jego
tematu. W Klanach Wody i Ognia również przemilczano całą sprawę. Nic dziwnego,
nie było się przecież czym chwalić. Swan za to nie dawała spokoju jej zdobycz
po ostatnim dziwnym spotkaniu. Nie powiedziała Ruby o tym, w jakich dokładnie
okolicznościach znalazła się w posiadaniu noża. Prawdopodobnie i tak by jej nie
uwierzyła.
— Esti, nie
zgadniesz — zaczęła energicznie Alvarez, wchodząc do pokoju. Blondynka
spojrzała na nią wyczekująco. — Energia chce zawrzeć z nami sojusz.
— Jak to? —
dziewczyna aż wstała na tę wieść. — Mają szpiega, atakują nas, a teraz chcą się
godzić? — dodała zaskoczona. Jednak po chwili rozpromieniła się. — To świetna
wiadomość!
— Esti, nie
trać czujności. Póki sojusz nie zostanie zawarty, to wciąż nasz wróg —
zaznaczyła poważnie ciemnowłosa, unosząc palec wskazujący do góry.
— Więc kiedy
ma zostać zawarty? — dopytywała się.
— Dziś. Za
parę godzin przedstawiciele Klanu Ognia i Wody mają stawić się w Harcorze, w
zamku ich Alfy. Tam podejmą ostateczną decyzję. — Esther lekko drgnęła. Harcora
od zawsze była dla niej synonimem wszelkiego zła, wrócenie stamtąd cało
graniczyło z cudem. Siedziba żadnego innego Żywiołu nie przerażała ją tak
bardzo jak ta od Klanu Energii. Choć może to tylko plotki? Jeśli sami wychodzą
z inicjatywą zawarcia sojuszu, to nie mogą być aż tak straszni…
— Skoro to
pokojowe spotkanie, to może oddam im przy okazji ten nóż? — spytała Swan,
unosząc lekko ostre narzędzie. Ruby pokręciła głową z politowaniem.
— Mówiłam ci
już dziś, jak bardzo naiwna jesteś? — westchnęła, opierając się o ścianę. — Nie
wierz we wszystko, co mówią ci ludzie, mała. Przepowiednia zapowiada tylko dwa Klany, które miały zawrzeć sojusz.
Ogień i Woda spełniły te słowa. Jeśli w ten nasz piękny duecik chce się wcisnąć
ktoś trzeci, to coś tu śmierdzi.
— Jeżeli mamy
zaprowadzić pokój, to wszelkie sojusze są mile widziane — broniła Esther.
Podejrzliwość i doszukiwanie się wszędzie podstępu zaczynały ją coraz bardziej
irytować w przyjaciółce.
— Jeszcze
zobaczymy, kto miał rację — zaznaczyła ciemnowłosa, odpychając się od ściany.
Pochwyciła z komody swój telefon i wystukała numer. — Skoro tak bardzo cię tam
ciągnie, to zapraszam. Będziesz miała te swoje „sojusze” — wypluła pogardliwie,
przykładając komórkę do ucha. — „ Halo,
witam, z tej strony Ruby Alvarez. Chciałam spytać, czy mogę zabrać do Harcory
jedną przedstawicielkę Klanu Wody. Zapewniam, że jeśli mamy zawrzeć sojusz z
Energią, to tylko mając ze sobą Esther Swan ” — odczekała chwilę, słuchając odpowiedzi, po czym podziękowała,
pożegnała się i rozłączyła. — Za trzy godziny otwierają nam portal. Nie
zapomnij o tym nożu, pewnie ci się przyda.
Najpierw
drobne wyjaśnienia (staram się tłumaczyć wszystko na bieżąco, ale nie zawsze
wychodzi):
Alfa – osoba
najważniejsza w każdym Klanie; taki pan i władca, wszystkim zarządza
portal – sposób
na przemieszczanie się między siedzibami Klanów. Jeśli np. Energia chce się
dostać do Ognia, to Ogień musi otworzyć im portal do siebie. Pojawia się on
zawsze przed głównym wejściem do zamku Alfy.
A teraz coś
normalniejszego – dziękuję wszystkim bardzo za komentarze! Są
niezwykle motywujące :) Jesteście najlepsi! <3
I jeszcze na
koniec mała informacja: przez cały wrzesień będę na praktykach daleko,
daleko, więc będę z opóźnieniem nadrabiać nowości na wszystkich blogach, które
czytam (najprędzej w październiku). Kończę właśnie rozdział czwarty, więc
ustawię go na automatyczną publikację, tak żeby pojawił się gdzieś w połowie
września.
Buziaki,
kochani moi i powodzenia w nadchodzącym roku szkolnym! Damy radę – bo jak
nie my, to kto? ;)
EDIT
05.09 : Piszę na szybko, bo za dwie godziny wyjeżdżam. Nie
wyrobiłam się, przepraszam :( Rozdział 4 pojawi się dopiero kiedy wrócę z
praktyk, a to będzie w pierwszym tygodniu października. Wtedy też nadrobię nowe
rozdziały u Was.
Blog zawieszony. Więcej informacji w poście niżej.
To nie miejsce dla Bezmocnych.
Mamy tu spore zamieszanie, a wszystko przez jakąś starą przepowiednię:
"O pokój zawalczą kiedyś dwa Klany
i wspólnie wyciągną Żywioły z chaosu.
Wśród nich jest Wybawca niepokonany
- jemu tylko znane są arkana Głosu.
Lecz nim harmonia wszystkie Klany złączy,
rozpęta się wojna o wielkim rozmiarze.
A choć Wybawca bitwę tę zakończy,
potomka swego na śmierć pewną on skaże."
Nic z tego nie rozumiesz?
Przykro mi, nie mam czasu na wyjaśnienia.
Ale jeśli chcesz, rozejrzyj się tutaj trochę.
Muszę Ci powiedzieć, ze wlasnie zyskalas nowa czytelniczkę. Trzy rozzialy przeczytalam w mgnieniu oka i bardzo mnie zaintrygowaly. Podba mi się że zaczęlaś od srodka - tzn. że nie będzie takiego wprowadzania ze glowna bohaterka nie wiedziala, czym sa Zywioly itd., tylko że wszysyc sa juz w tym świecie, a Ty stopniowo bedziesz to przedstawiać tylko czytelnikom. POdoba mi sie tez niesamowicie ilosc akcji ktora tutaj jest, a jednocześnie to, iz znajduje sie takze dużo opisów i czlowiek nie gubi się w walkach itd. NIesamowicie sprawnie budujesz nastroj i podziwiam Cię za to, nie jest to latwe. Znajduej się tez sporo emocji, choćby w relacjach miedzy E a Ruby, a więc dla mnie - dziewczyny kochającej opisy uczuć refleksji, relacji miedzy bohaterami - to sama gratka. Ciekawi mnie, jak cholera, czemu tak wlasciwie potrzebny jest Wybawca i czy go znajdą oraz jaki sie okaze. Ciekawi mnie, czemu syn Alfy Energii tak łatwo oddał dziewczynie papiery. Ciekawi mnie, kim sa meżczyźni ktorzy zlamali serca przyjaciolek - no dobra, E umarl, ale z pewnoscia Ruby tego nie moze przezyc...Ale co w przypadku glownej bohtearki? Ciekawi mnie, na czym dokladnie polega praca dziewczyn - tzn.oprocz poszukiwania osoby nieuchwytnej. Ciekawi mnie, jak wygladają siedziby poszczegolnych zywiolow ale rowniez to, kim są ci ludzie oraz jak zyja miedzy niewladajacymi moca. Dobrze że z rozdzialy na rozdział bede miala szanse poznac odpowiedzi na moją niezliczona rzesze pytan. masz swietny styl i czlowiek nawet nei zauwaza, kieyd przeczyta calosc. z Niecierpliwościa czekam na czworeczkę. Zapraszam na moj blog będący zbiorem opowiadań; obecnie zaś publikuję dluzsze opowiadanie pt. "Niezaleznosc" ;) zapiski-condawiramurs.blogspot.com
Powiem Ci, że to, co teraz można przeczytać na blogu, to już trzecie podejście do tej historii xd Wcześniej popełniałam właśnie błąd, o którym wspomniałaś - zaczynałam od początku. Wszystko się dłużyło, ciągnęło w nieskończoność, Esther walczyła pierwszy raz dopiero w 7 rozdziale, o zgrozo ._. Aktualna wersja jest wreszcie taka, jak być powinna :) Rzeczywiście akcji jest na razie dość sporo i próbuję to trochę przyhamować. Jednak wszelkie pojedynki to póki co jedyna sposobność, by moi bohaterowie się spotkali. Potem się trochę uspokoję :
Świetna domowa niespodzianka
Francuski MILF dostaje fiuta w odbyt
Napalona nastoletnia opiekunka do dziecka pieprzy się ze swoim chłopakiem w pracy