Jedyny sojusznik Rosji

Teza cara Aleksandra III, iż Rosja nie ma sojuszników, a jedynymi są rosyjska armia i rosyjska flota – jest już nieaktualna. Jedynym i ostatnim sojusznikiem Rosji jest atom. To on zapewnia, że nie została jeszcze starta z powierzchni ziemi.
„Rosja ma tylko dwóch sojuszników – armię i flotę” – to słowa cara Aleksandra III (1881–1894) wypisano na jego pomniku w Jałcie. W opublikowanych przez wielkiego księcia Aleksandra Michajłowicza wspomnieniach brzmią: „Na całym świecie mamy tylko dwóch wiernych sojuszników – to nasza armia i nasza flota. Wszyscy inni przy pierwszej okazji obrócą się przeciwko nam.”
Tak z pewnością kiedyś było, jednak ci sojusznicy są znacząco osłabieni. Flota po spektakularnych klęskach w wojnie ukraińskiej (zatopienie rosyjskiego flagowego okrętu „Moskwa”) i zmianach w technice wojennej, gdy dronem za kilka tysięcy dolarów można unieruchomić, a nawet zatopić krążownik kosztujący setki milionów dolarów. Armia zaś… może i bitność i technika są na wysokim poziomie, jednak konieczny do walki z przeważającym przeciwnikiem potencjał demograficzny czy gospodarczo – technologiczny Rosji jest niebezpiecznie niski. Wobec potęgi stojącego naprzeciwko wroga – Zachodu, zorganizowanemu w potężny sojusz militarny NATO.
Przewaga wyraża się tak w demografii – naprzeciw 145-milionowej Rosji stoi prawie miliard ludności państw NATO. Czyli 7-krotnie więcej. Nie mówiąc już o sile gospodarki, czy to wyrażonej PKB – 55 bilionów dolarów po stronie Sojuszu, wobec 2,5 – Rosji. Przewaga ponad 20-krotna. Czy też wielkości eksportu towarów – tu kraje NATO mają 24-krotną przewagę wielkości. Niewiele lepiej jest w produkcji przemysłowej – NATO przewyższa Rosję 15 – 20 razy, choć w niektórych działach wyrobów zbrojeniówki („oboronki”) Rosjanie osiągnęli znacznie lepsze proporcje, prześcigając nawet Zachód. Jednak tylko na krótko, gdyż Europa i USA znacząco zwiększyły produkcję wojskową w czasie wojny ukraińskiej. Nie wspominając już o przygniatających przewagach Zachodu w wielkości kapitału czy jakości technologii.
O ile więc na tych płaszczyznach Rosja należy już do drugiego szeregu potęg, o tyle w broni jądrowej jest w pełni tego słowa mocarstwem. I to jednym z dwóch – ma około 4300 głowic jądrowych (gotowych do użycia lub w magazynach), gdy USA – ponad 3700. Oba supermocarstwa atomowe dominują nad resztą świata, posiadając 87% globalnego arsenału nuklearnego. A to i tak zaledwie ułamek tego, czym dysponowały one w szczycie wyścigu zbrojeń. Inni, czy to legalni – jak Chiny, Francja i W. Brytania, czy Ci nieuznawani, jak Indie, Pakistan, Izrael i Korea Północna – posiadają niewielkie ilości, raczej dla odstraszania niż pełnoskalowego globalnego ataku. Taki mogą przeprowadzić tylko Rosja i Ameryka.
Tylko odstraszanie nuklearne pozwala Rosji, przy jej słabości konwencjonalnej armii i floty oraz gospodarczej, przeciwstawić się naporowi Zachodu na wschód. I to pomimo rozpadu ZSRR i bloku radzieckiego, upadku przemysłu i technologii. Atom to dzisiaj jedyny wierny sojusznik Rosji. Niedawno wyraził to jasno były prezydent Dmitrij Miedwiediew: „bez broni atomowej nasze państwo by już nie istniało, zarówno Związek Radziecki jak i dzisiejsza Rosja”.
Druga strona wie o tym doskonale i dość buńczucznie wyraża swoją wyższość. Admirał Rob Bauer (szef komitetu militarnego NATO) stwierdził: „Jestem absolutnie pewien, że gdyby Rosja nie miała broni jądrowej, bylibyśmy już na Ukrainie i wykopali ją stamtąd”. I dodał dość pogardliwie, że atom to jedyne, co odróżnia Rosję od Talibów. I tylko dlatego USA postanowiły ograniczyć wojnę z Rosją do terytorium Ukrainy, zaopatrując ją we wszystko, i nie rozszerzać jej na pełnoskalową wojnę między NATO a Rosją. Jak wyraził to prezydent Biden: „nie będziemy dla Ukrainy ryzykować trzeciej wojny światowej”. Biedna Ukraina, pamiętamy przecież, jak kiedyś Zachód nie chciał „umierać za Gdańsk”.
Dlatego Rosjanie często, nawet bardzo często, przypominają o broni jądrowej, najbardziej soczyście ustami prezydenta Putina, który powiedział o potencjalnym ataku Zachodu, że nuklearny „odwet jest nieunikniony… a my jako ofiara agresji dostaniemy się do raju jako męczennicy, oni zaś, jako agresor, po prostu zdechną, bo nawet odpokutować nie zdążą”.
Donaldowi Trumpowi powiedziało się, że Rosja to „papierowy tygrys”. W wielu dziedzinach – i owszem. Ale w tej jednej, konstytutywnej dla globalnego porządku, z pewnością nie jest. Szczególnie, że przez ostatnie lata poczyniła ogromne postępy w technologiach jądrowych, pozostawiając daleko z tyłu swoich wrogów. O czym już wkrótce…
Andrzej Szczęśniak, Myśl Polska
Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.
Źródło: https://pl.news-front.su