Die Olechauer Beobachter - numer 1

Die Olechauer Beobachter - numer 1

Ein volk, ein Olechau!

Lata mijają, chujnia ciągnąca się od lat 90-tych nie. Pora sobie odpowiedzieć na pytanie Wy tępe kmioty kto popsuł Olechów – od połowy lat 90-tych jak wspomniane już nadal jest tu chujnia – chwilowo zakończona w 2004 kiedy patolnia wyjechała do UE, zaś od 2014 jest kolejny powrót powolny do lat 90 – przekształcanie tego tworu zwanego trzecią erpe w ukropolin. Wszystkie fajne miejsca poszły się jebać – cały Olechau i Janau poszedł we władanie praktycznie ukraińskie. Stało się to nie tylko w Olechau ale za to odpowiadają służby tego zjebopaństwa – głównie ABW.

Lata 1990-2004, kojarzą się wszystkim normalnym ludziom wyłącznie z: bezrobociem, napadami na słabszych od siebie, haraczami, groźbami – przytoczmy tu typowe wydarzenia dnia np. z 18.02.2001:


Siedmiu młodych mieszkańców Olechowa ciężko pobiło studenta. Teraz zamiast do szkoły trafili do aresztu.


Wieczorem 8 lutego na łódzkim osiedlu Olechów 23-letni student wydziału prawa odprowadził do autobusu swoją dziewczynę. Gdy pojechała, postanowił wrócić do domu. Było zimno. Student szedł szybko. Od bloku przy ul. Ketlinga, gdzie mieszkał, dzieliło go kilkadziesiąt metrów.

Nagle usłyszał wyzwiska. Kilku młodych mężczyzn stojących po drugiej stronie ulicy ruszyło w jego stronę. Chłopak szedł dalej. Minął jednak swój blok i ruszył w stronę pobliskiego sklepu spożywczego. Miał nadzieję, że tam uzyska pomoc. Dochodziła godz. 20. Do sklepu nie doszedł. Napastnicy otoczyli go przed jednym z bloków. Było ich sześciu lub siedmiu, w rękach mieli kije i pałki bejsbolowe.

- Zaczęli go bić - mówi Ilona Tarkowska, widzewski prokurator, prowadząca sprawę.


Na oczach ekspedientek


Student postanowił się bronić. Z kieszeni wyciągnął nóż - zwykłą harcerską finkę. Zaczął nią wymachiwać na oślep, wciąż bity przez napastników. Jeden z nich został trafiony nożem kilka razy - ma uszkodzone oko i przebite płuco. Kolejnemu bandycie ostrze zraniło ręce. Napastnicy przestali wreszcie katować studenta. Przez telefon komórkowy wezwali pogotowie. Karetka odwiozła rannych do szpitala. Życie jednego z nich było zagrożone. Przeszedł operację. Leży w szpitalu do dziś. Drugi napastnik z lekkimi obrażeniami wyszedł ze szpitala na własną prośbę.

Korzystając z zamieszania student wyrwał się prześladowcom i wpadł do pobliskiego sklepu. Zakrwawiony, ledwo trzymał się na nogach. Opowiedział ekspedientkom, co się stało. Prosił, by zawiadomiły policję. W tym czasie napastnicy dzwonią przez komórkę po posiłki - znajomych z pobliskiego Janowa, którzy przyjeżdżają po kilku minutach. Razem z kolegami wpadają do sklepu. Studenta dopadają na zapleczu, znów zaczyna się bicie. Pomieszczenie jest małe, kilkuosobowej grupie ciężko bić, bo kije zawadzają o ściany. Ekspedientki zawiadamiają policję; krzyczą, proszą bandytów, by przestali katować chłopaka. Napastnicy wreszcie wychodzą ze sklepu. Są tak pewni siebie, że nawet nie uciekają, idą w grupie przez osiedle. Policja zatrzymuje ich kilkadziesiąt metrów dalej.


Sąsiedzi z osiedla


Prokurator Tarkowska z widzewskiej prokuratury: - Dwa dni przed zdarzeniem kilku z tych, którzy pobili studenta, wyzywało go na ulicy. Odpowiedział im mocnymi słowami i tym się naraził.

- Ofiara nie znała ich nawet z widzenia, mimo że to jego sąsiedzi z osiedla - mówi Tarkowska.

Młodzi napastnicy to tzw. skateowcy. Wszyscy mają po 17-19 lat, szerokie spodnie z krokiem na wysokości kolan i deskorolkę pod pachą. Wszyscy są uczniami techników i szkół zawodowych. Pochodzą z tzw. normalnych domów. Ich rodzice są w szoku. Nie mogą uwierzyć, że ich synowie pobili chłopaka. Sami napastnicy też sprawiają wrażenie przerażonych tym, co zrobili.

- Oni jeszcze nie mogą uwierzyć, że ich złapano. Że za to, co zrobili, odpowiedzą przed sądem - mówi Tarkowska. - Niektórzy nie przyznają się do pobicia studenta. Twierdzą, że dołączyli do bijących dopiero w sklepie. Trzech podejrzanych przyznało się co prawda do bijatyki, ale twierdzą, że to student się na nich rzucił - dodaje prokurator.

Policja zatrzymała siedmiu napastników. Dwóch jest nieletnich - ich sprawy rozpatrzy wkrótce sąd rodzinny. Trzech zostało tymczasowo aresztowanych. Dwóch kolejnych sąd wypuścił, mimo że prokurator żądał aresztu. Widzewska prokuratura już wkrótce skieruje do sądu akt oskarżenia przeciw młodym bandytom. Za pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi im 10 lat więzienia.


Spotkanie z taką zgrają kończyło się zazwyczaj w szpitalu z zajebanymi fantami takimi jak: kurtka, czapka, a nawet buty lepsze jak popularne wtedy Nice czy Abibos. Prym w szerzeniu patologii i pojawianiu się takich sytuacji jak ta była jej wylęgarnia czyli SP 205.

Większość starych tych patusów stała całe dnie pod Galtexem albo w lesie za Hetmańską, gdzie obalali kolejne rojale czy amareny, zaś wychowywaniem ich potomstwa zajmował się sektor C (lub dla największych zjebów, elitarny pod zegarem – A) na stadionie wstydzewa. Szczytem marzeń dla tego tłumu kmiotów w latach 90-tych było wszystko co amerykańskie czy zachodnie per se, stąd taka moda na bluzy „Starter”, czy „Vansy” i pogarda dla niegorszych Nice’ów czy Abobisów. Nie zapominajmy jeszcze o tym, że dzieci tych kmiotów jedyne co na pamięć zazwyczaj znały to hity disco-polo słuchane na polsatowskim „Disco Relax” (Łoo o o o!) w cotygodniowe niedzielne poranki, poza durnymi kibolskimi przyśpiewkami typu Wstańcie kibice, Legia nadchodzi… Galtex swoją drogą to był taki pierwszy supersam na Gross Olechau, gdzie można było samemu na legalu pomacać towar przed kupieniem i to będąc biedakiem. Oczywiście alkohol trzymany był w oddzielnym pomieszczeniu – za kratkami. Gówniakom czas wolny starał się umilać lokalny klaun – prywatnie fan kanibalizmu – Andrzej Skurko, ale jak zobaczył z kim ma do czynienia to wyjebał na Petrikau Strasse i już tu nie błaznuje (gówniaki wrzucali mu zamiast pieniędzy do walizki ogryzki, czy gumy „Turbo” których to papież JP II nie miał okazji nigdy pożuć i powiedzieć czy „lubi, czy nie lubi” bo mu cyt. Dalej „nigdy nie dali”…) No ale co się dziwić – jak pod Galtexem w latach 90 robiono degustacje, to można było się napić soku z 5 litrów i nic nie kupować – podobnie jak degustacje pierogów w dawnym „Społem”. Przychodziłeś, żarłeś, nie płaciłeś – tak jak powinno być będąc dzieciem śmieciem👍🏿.

Czas upływał też na siedzeniu na rurach i mazaniu po nich tanimi permanentnymi markerami, solówkach za SP 205, ganianiu po budowach (nie grodzili i każdy mógł wejść kto chce). Jak stary nie przepił kasy za pierwszą komunię, to można było kupić wieżę Hi-Fi i nakurwiać do znudzenia pirackie kasety, albo jakieś gówno nagrane z radia typu „Widziałam ptaka cień”, albo kurwa „Wszystko się może zdarzyć”.

Skejty – jak ja was kurwa nienawidzę – do tej pory, bardziej jak Braci Pierdolec. Wszystko zaczęło się od mody na BMXy circa 1994 – zazwyczaj przywożone przez starego, jego wypierdzianą przez Helmuta audicą z RFN. Stary, ale zakompleksiony Polacken-karalacken zachwycony wnet germańskim rozwojem szybko zapominał kim jest i zaczął z dumą pangermańską gówniaka uczyć żartów o durnym polaczku i prezentować (często zajumane) fanty z reichu, aby on mógł przed kolegami się pochwalić co ma i jak lepszy jest od pozostałych dzieci-śmieci. Jednym z takich był właśnie BMX, oraz rolki czy deski. Tak narodziła się na Gross Olechau subkultura ćpunów, która bezceremonalnie wyparła z placów i okupujących okoliczne ławki depeszonów.

A pamięta ktoś Mamosa? Działacza jakiegoś… Pewnie dawny komuch, bo kto inny w latach 90 miałby dwa jachty pod balkonem na trawniku przed blokiem żeby sąsiedzi zazdrościli…

SP 205 ze swoimi oszołomskimi nauczycielkami jak Bednarek, czy Krassowska-Pawlak zawzięcie namawiały na zapisy do Ligi Ochrony Przyrody, oraz jej (Bednarkowej) słynne pierdolenie: „Widział ktoś żeby na Olechowie przez ostatnie 10 lat wyrosło samo jakieś drzewo” x kurwa de – wiele wyrosło – pewnie jej chodziło o wymuskane trawniczki, gdzie nic nie wyrasta, bo jest koszone i grabione tam ciągle. Zjebane co one nie były to mała głowa – jedyne na czym im zależało to żeby małych zastraszonych Polacken-karalacken naganiać do szkółek zawodowych, (zgodnie z planami EU, bo taka ma być przyszłość dla polacken), każdemu coś chciały udowodnić kogo mamunia nie działała w komitecie rodzicielskim. Wsparcie w pomocy w wyborze szkół średnich czy nawet konkretnego zawodu nie istniało, lub było fikcyjne, robione na odwal się i następny. Co jak co, ale nawet pani Szczęsna miała więcej RiGCzu od tych dwóch… Nie dało się natomiast lubić Kurasiowej aka „Mumia” (swoją drogą podobno jebnęła zdrowo głową w rurę/uchwyt w 72 kiedy tam autobus na jednej z wyrw wypadł z drogi i wyjebał w dom na pełnej kurwie. To było w 1999 r. i do tej pory miło wspominam – (Kordala bekę z tego cisnął – w sumie miał rację), niczym noszenie moich pomarańczowych spodni „Lurys” w 1998). Ale do rzeczy - szkółka ta szła na ilość nie jakość, stąd nawet nie obchodziło ich, że nie ma gdzie ćwiczyć na W-Fie, wyganiało się gówniarstwo na korytarz (hałasowali i przeszkadzali innym w lekcjach). Poza tym dobrze widziane było upychanie w jednej klasie po kilka osób co nie zdały (5-6 nawet!) – nie trzeba już chyba nic dodawać jakie tworzyło to sytuacje patologiczne.

Dobry skandal z SP 205 to jeszcze Żelazna – Jaskulski - że niby nie no wiecie hehe ruchali się hehe – jak było tego nie wie nikt. Pewnie się ruchali. Rekolekcje w 1997 ze słynnym księdzem w okularach rekolekcjonistą, uczącym matołów piosenki „On szedł w spiekocie dnia” poszły więc jak krew w piach – patolnia była bardziej zainteresowana staniem pod chórem i krzyczeniem „Mój mistrzu” przy refrenie i durnym rechotem. Po rekolekcjach kleine polacken nie szli na kremówkę, ale poskakać z dachu nowobudowanego kościoła. Stary teraz to magazyn. Cmentarz za SP 205 z przewróconym krzyżem i wykopaną czaszką – to se ne vrati jak te wredne knedle gadajo. W czasie mundialu w 2002 – Korea Japonia, policjancik na Olechau przeszedł zawód miłosny – odrzuciła jego uczucie jakaś Karyna lokalna, on się najebał, „chciał to przemyśleć, przeszedł cały Olechów” jak pierdoliło Uśpione Miasto w „Memento Mori” (https://www.youtube.com/watch?v=h3BBussoONc) i palnął sobie w łeb. Kiedyś to byli honorowi policjanty – nie to co teraz. Teraz urządzają polowania na tych co piwkują, bo nie mają czym dupy zająć – młodzi wyjebali za granice a etaty dla bezmózgów są – normy trzeba wypełnić a nie ma już gdzie gówniarstwa łapać, bo ich mało jest.

Dobry to był w sumie 1999 – można było od Turasa pod Misiem na Zakładowej kupić parasol na balkon (to było spoko ugułem człowieku jeden z drugim) albo kartridż do pegasusa za 5 PLN – po negocjacjach za 2,5… Skórimpex, czy Domar to klimatyczne pierwsze biznesy, podobnie jak Zielarnia „Gramina”, ale czy mogła się równać z bezceremonialną sprzedażą uliczną? Od Gruzinioków na Zakładowej można było w 1999 kupić tłoczone w ruskich bazach wojskowych płyty kompaktowe – Prodigy dla zjebów i sk8tów xd, Vengaboys dla koneserów.

Stoły pingpongowe obok SP 205 – poszły się jebać, obok parku Olechowskiego (pomiędzy górkami) też ostatni stół zlikwidowano – leżały tam do niedawna tj. końca 2022 gówniary i tiktoka oglądały – komu to przeszkadzało? Na likwidację obok SP 205 to szkoda gadać – w 1999 ciągle trzeba było się tłuc z Dziurą vel Wojtysiakiem czy resztą patolni, bo przychodzili, wyrywali z rąk paletki i chcieli grać. Bo jak nie dasz to „zajebać Ci?” Wtedy policjancików nie było do ochrony nieletnich. Pewnie pili gdzieś w okolicy i leżeli najebani. Ostatnie stoły pingpongowe gdzie w 1999 odbywały się jeszcze obok na starym boisku turnieje piłkarskie TKKF „Dzikusy” (Freestyler w 1999 tam nakurwiał z boomboxa jak skurwysyn! Na replayu ciągle – szanuje!) i przy tych stołach w majtach Cieskowi grzebała w kieszeniach niespełna 14-letnia Rosiakowa – teraz przychodzi się na te stoły palić susz THC. Było tam też kiedyś zdjęcie gościa z kutasem na zewnątrz na tle drzwi od WC, więc klimaty pedalsko-wstydzewskie trzymały tam zawsze mocno. Jebać ćpunów, szanować tych co w 1997 rozgrywali tam turnieje ping-pongowe i 99 futbolowy od „Dzikusów”. Chodził tam też ten kurdupel pseudo Gigi (czyt. Dżidżi) co uważał, że je cool – i reszta wstydzewiaków. W ogóle w 1997 za moją czerwoną chińską czapeczkę prawie doświadczyłem jumki, bo jakiś wstydzewiak myślał, że to wstydzewska dżokejka.

Kwestia boisk – „Sahara”, czy obecnie spierdolone przez przebudowę boisko obok SP 143 to kwestia obgadana w wypadku „Sahary” – to obok SP 143 jeszcze w 2007 było OK, podobnie jak to obok Moryca Welta, za usypaną górką – rok 2007 to już w zasadzie powolny upadek tych boisk. „Saharę” dobiło pojawienie się Orlika obok SP 205 w 2012 – wtedy wycięto bezceremonialnie gruszę obok niego rosnącą – gdyby to drzewo mogło mówić – opowiedziało by więcej historii, typu w marcu 1998 jak „Robal” kręcił się ciągle i szukał okazji do bijatyk w okolicach Sahary i na boisku od zachodniej strony SP 205 – niedaleko nielegalnego zrzutu śmieci z budów (obok cmentarza ewangelickiego na Olechowie) – wyjebano tam w lesie m. in. jakiś szary pył i do tej pory nic tam nie wyrosło – aż strach pomyśleć co to było – gówniaki bawiły się tym bo niczym glinę dało się to lepić. „Robal” pobił kogoś (ksywy nie znam) a boisku – tamten jednak na piąchy się z nim bił i atak odparł w miarę bez szkód poza rozmazanym gilem. Ciekawą kwestią jest z kolei boisko niedaleko Friedrigshagen (Augustowa) – na nim nikt nie grał a białe bramki pełnowymiarowe aż kusiły…

Za czasów WC dyrektora Śniecia nota bene koleżki olechowskich „skinów” xD (tak – robił sobie z nimi fotki – wisiały na szkolnym holu obok pokoju zjeboczycielskiego) sala komputerowa miała dobre tytuły – Blood gdzie kopało się ujebaną dynamitem głowę, oraz oglądało filmiki pokroju pizza.mpeg gdzie auto rozkurwiało nieostrożnego pieszego niosącego pizzę (https://www.youtube.com/watch?v=50h2kE17Qow) skurwysyny specjalnie to wgrały żeby uczyć zwątpienia w ludzkość. Żeby do reszty zdebilnieć można było posłuchać me chico latino mp3 i pograć w Beavis & Butthead jak plują na ludzi. Loogie the cool! Pani Anna Nuc spoko bibliotekarka pewnie nie miała też dobrej opinii o całym tym tałatajstwie.

2002 – jeszcze był rokiem nadziei – 123 Śpiewaj Ty – Piosenka Małego Kibica – czuć było tą chęć żeby było normalnie. Te marzenia… Dni Olechowa nie były zjebanym festynem gdzie promowały się lokalne Januszexy i gówniaki robiły sobie występy rzępoląc, ale ludzie normalnie z panem Komendantem bawili się słuchając hitów zespołu Trzeci Oddech Kaczuchy… Kurwa aż płakłem… Na koniec były super fajerwerki… Przebłyski jeszcze normalności – ostatni lany poniedziałek był w 2004 – wtedy dochodziło jeszcze do atakowania przypadkowych dup wodą na ulicy i gonienia się po osiedlu. Olechów Północ – sporo szkód, wgniecione drzwi, złamana noga – ale bez walki nie ma efektów. Nie jest to żadna creepypasta jaką zjebani nauczyciele serwowali w SP 205 – że niby jakaś dupa na kiblu skakała, muszla pękła i przecięła łydę – gówniara się wykrwawiła i zdechła, bo w tętnicę trafiło. Chuja tam - konfabulacje. W tętnicę to trafiała heroina. Jeszcze w latach 92-95 strzykawki z herą można było znaleźć np. na podwórku przy starej krańcówce autobusów czyli u Stasiaka. Leszka Białego – pub „Piast” piło się już w 2000… Ale nie wspominam jakoś szczególnie… Bardziej zapamiętałem Pana Radyjko (Kwaśniewskiego) co jeździł i disco polo z radia na rowerze nakurwiał. Albo ten co noże ostrzył rowerem jeździł i tłukł w jakąś patelnię czymś jakimś młotkiem… Te osobliwości kształtowały Olechowiaków. Taka „Niuńka” vel „Grażyna” w niebieskim płaszczu co niby chleb dla kur zbierała – ale ją wyzywali i kamieniami za karę nakurwiała w gówniarstwo już od około 1999. Jakub Skorupa dobrze pierdoli na temat tych czasów np. „Pociągi Towarowe” - https://www.youtube.com/watch?v=A1UysB12-A8 – te czasy minione nie były lepsze, ale nadzieja nie umarła jeszcze wtedy. A teraz? Kark zgięliście tatuśki i zapierdalacie. Zrobili z was nędzarzy Europy, wasze polskie dupy, które wam zabrał Zachód teraz stukają Helmuty i Brytole a wy chuja macie w dupie – to jest jedyne co dostaliście.

Report Page