15+30

15+30

Chris Driver

– No to mam przesrane… – mruknął Mirek, wpatrując się w ekran telefonu z miną człowieka, który właśnie dowiedział się o spadku po nielubianym wujku, ale nie wie, jak go odebrać.

Dopiero po tym jęku dało się usłyszeć szum autostrady A22 pod Vipiteno. Z alpejskich szczytów spływało chłodne powietrze, mieszając się na wielkim parkingu z zapachami rozgrzanych tarcz hamulcowych, parzonej kawy i smażonej kiełbasy. Przy drewnianym stoliku w cieniu chłodni siedziała stała ekipa: Ferdek w znoszonej czapce, Kaśka, Janek, Waldek oraz Ania i Marta.

– Co znowu wywinąłeś, Mirek? – Kaśka uniosła brwi, zawieszając łyżeczkę nad szklanką.

– Tacho w moim MAN-ie żyje własnym życiem! – wyrzucił z siebie. – Stoję dzisiaj pod Weroną: pół godziny pauzy, bo czekałem na dokumenty. Potem podjechałem kawałek i stanąłem na piętnaście minut na espresso. Myślałem, że mam wykręcone 45 minut, wrzucam bieg, a na wyświetlaczu czerwony komunikat o przekroczeniu czasu jazdy! Trzy dychy i piętnaście to czterdzieści pięć! Czy ja już, kurde, liczyć nie umiem?!

– To już chyba nawet moja żona nie rozlicza mnie z czasu tak dokładnie – palnął Janek, napełniając swój kubek.

Ferdek zdjął czapkę, podrapał się po siwiejącej głowie i zaśmiał się cicho.

– Matematyka w szkole się nie zmieniła, Mirku. Ale matematyka Inspekcji Transportu Drogowego i niemieckiego BALM ma swoje własne prawidła – zaczął spokojnie stary szofer. – Spróbowałeś zrobić pauzę dzieloną, ale zrobiłeś ją od dupy strony. Unia wymyśliła matematykę, w której dwa plus dwa zależy od tego, co było pierwsze.

Mirek zamrugał powoli.

– Jak to?

– Przepis mówi: jak dzielisz pauzę, to najpierw robisz co najmniej 15 minut, a po kolejnej jeździe co najmniej 30. Dokładnie w tej kolejności. A ty zrobiłeś najpierw 30, a potem 15. Taka kolejność po prostu się nie liczy. Ta druga piętnastka nie może zostać zaliczona jako dokończenie obowiązkowej przerwy. Ruszyłeś dalej bez prawidłowo zaliczonej przerwy i jak cię teraz zgarną pod Monachium, to płacisz mandat.

– Eee, Ferdek, bez przesady – wtrącił sceptycznie Waldek, opierając potężne przedramiona na stole. – Machasz straszaka. Dwa tygodnie temu zrobiłem tak samo pod Bolonią i nikt się na rozładunku nie przyczepił. Jeżdżę tak od lat. Przestań straszyć młodego, nikt na to nie patrzy, o ile suma minut wyszła.

Ferdek spojrzał na Waldka i machnął ręką.

– Waldek, na rozładunku to ich interesuje, czy towar nie jest pomięty, a nie twoja karta. Zrobisz jak chcesz. Ja w 2007 roku też myślałem, że jestem cwańszy. Wchodziło nowe rozporządzenie, jeździłem na tarczkach. Zrobiłem 30 minut, potem podjechałem i dokręciłem 15. Zgarnął mnie niemiecki patrol pod Lipskiem, policjant przyłożył szablon do tarczki i mówi: „Herr Fahrer, ta druga część jest nieważna”. Wybuliłem kilkaset euro i od tamtej pory już nie dyskutuję z cyferkami.

Waldek chciał coś odpowiedzieć, ale tylko mruknął coś pod nosem i sięgnął po chleb.

– Ale zaraz, Ferdek – Ania marszczyła brwi. – A jak to jest przy odpoczynku dziennym? Jak dzielę 11 godzin na 3 i 9, to też kolejność ma znaczenie?

– Cholera ich wie, Aniu – żachnął się nagle Ferdek, czym wyraźnie zaskoczył resztę stolika. – Sam w zeszłym miesiącu dzwoniłem do naszego prawnika ze zrzeszenia, bo tak te przepisy znowu pozmieniali, że człowiek głupieje przy podwójnej obsadzie. Ale z tego co kojarzę, przy dzielonym dziennym też musisz wykręcić najpierw trójkę, a potem dziewiątkę. Jak zrobisz najpierw dziewięć, a potem dokleisz trzy na końcu, to inspekcja ci tego jako podzielonego regularnego nie zaliczy.

– Czyli co, człowiek staje na głowie, a tacho i tak szuka dziury w całym? – wzdychała Marta.

– Tacho po prostu zapisuje każdy moment zmiany aktywności, Marto – odparł stary szofer, wstawiając od stołu. – Ruszysz pięć sekund za wcześnie i zostaje ci 29 minut i 55 sekund. A wtedy cała pauza idzie w piach. Sam stoję zawsze dwie minuty dłużej, żeby nie karmić krokodyli za własną głupotę.

Ferdek podniósł pusty kubek i poprawił czapkę.

– Dajcie spokój. Czasem nie prędkość kosztuje najwięcej, tylko głupia kolejność. Idę spać, bo rano ruszamy na przełęcz. Szerokości!

– Szerokości! – odpowiedzieli.

Mirek odprowadził go wzrokiem, po czym wyciągnął telefon, otworzył notatnik i ustawił wielkimi literami: NAJPIERW 15, POTEM 30!. Dopiero gdy schował aparat do kieszeni, wypuścił głośno powietrze i z wyraźną ulgą sięgnął po gorącą kiełbasę.

 

Report Page